a może by tak „Międzymorze”?…

… ostatnio odżywa idea Piłsudskiego by rozbudować „Grupę Wyszehradzką” o kolejne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, tak by stworzyć prawdziwą (realną) unię państw o podobnym profilu i stopniu rozwoju. W czasach kiedy Unia Europejska nie jest w stanie spełniać pokładanych w niej oczekiwań idea ta wydaje się być bardzo ciekawym pomysłem na zdynamizowanie wzrostu gospodarczego i wykorzystanie „szans rozwojowych”.

„Gospodarka głupcze!” – hasło z prezydentury Billa Clintona, musiałoby również przyświecać Unii Międzymorskiej. Patrząc na liczby – suma PKB (liczona parytetem siły nabywczej) takich krajów jak: Polska (959,8 mld USD), Czechy (315,8 mld USD), Słowacja (152,6 mld USD), Węgry (246,4 mld USD), Rumunia (392,8 mld USD), Serbia (95,4 mld USD), Bułgaria (128,6 mld USD), Czarnogóra (9,36 mld USD), Bośnia i Hercegowina (36,06 mld USD), Chorwacja (88,48 mld USD), Słowenia (61,13 mld USD) to łącznie: 2’486,43 mld USD, z czego Polska stanowi aż 38,6%. Warto zauważyć, że stworzenie takiej gospodarki plasowało by ją na 10 pozycji na świecie (nie licząc Unii Europejskiej) tuż za Wielką Brytanią (9 pozycja = 2’548,88 mld USD), oraz Francją (8 pozycja = 2’580,75 mld USD), a przed takimi jak: Meksyk (11 pozycja = 2’140,56 mld USD), czy Włochy (12 pozycja = 2’127,74 mld USD). Dla porządku warto zaznaczyć, że na pierwszym miejscu znajdują się Chiny z PKB na poziomie 17’617,32 mld USD, na drugim Stany Zjednoczone z PKB 17’418,92 mld USD, a na trzecim Indie z PKD 7’375,89 mld USD.

„Rynek jest najważniejszy!” – Unia Międzymorska dysponowałaby łączną populacją na poziomie 109 milionów ludzi, gdzie Polaków byłoby ponad 35%. Ale najważniejsze jest w tym to, że dysponowalibyśmy bardzo dużym „rynkiem wewnętrznym”. Co w zestawieniu z faktem niskiej zamożności zamieszkujących ów rynek społeczeństw stwarzałoby ogromny potencjał wzrostowy. Wystarczyłoby tylko odpowiednimi regulacjami stymulować rozwój przemysłu pracującego na wewnętrzne potrzeby by PKB bardzo szybko rosło w oparciu o konsumpcję. To wszystko w połączeniu z ogromną zaradnością i przedsiębiorczością „Ludzi Międzymorza”, w szybkim tempie doprowadziłoby do eksportu wysokich technologii i zaawansowanych produktów. Żeby tak się jednak stało całe „Międzymorze” musiałoby zaimplementować pionierskie rozwiązania Węgier – jak choćby kwestie edukacyjne, oraz zrewolucjonizować styk biznesu i nauki – co wymaga już znacznie więcej pracy i przede wszystkim ogromnej zmiany mentalności. Aczkolwiek na tym polu można się wzorować na Chinach, które importując noblistów z nauk ścisłych w celach dydaktycznych, gwarantują sobie dynamiczny rozwój technologiczny – czego skutki już obserwujemy chociażby w segmencie komputerowym.

„Przewaga dzięki technologii!” – 109 milionów ludzi bez własnego przemysłu motoryzacyjnego! – choćby to jest ogromną szansą w dobie wielkiej, motoryzacyjnej rewolucji, kiedy do lamusa odchodzą rozwiązania oparta na ropie, a wygrywają te elektryczne. Wspólne konsorcjum motoryzacyjne rozwijające technologie elektryczne (lub oparte na innych „paliwach alternatywnych”) jest w stanie krótkim czasie wyprodukować ekologiczne pojazdy w dobrych cenach, o niskim współczynniku awaryjności i o wysokim designie. Dlaczego? Dlatego, że to właśnie my, obywatele państw międzymorza, jesteśmy „tanią siłą roboczą” dla dzisiejszych gigantów motoryzacji i to właśnie my – mamy najlepszych naukowców od nowych technologii na świecie (nawet jeśli oni sami tak o sobie nie uważają :)). Drugim obszarem do skokowego rozwoju jest „ekologiczne rolnictwo” – to właśnie te nasze, „zapóźnione” kraje wciąż oparte są na gospodarce rolnej. Nie stać nas na GMO, i wiele innych wynalazków, więc niejako „z musu” produkujemy żywność najbardziej ekologiczną. To co trzeba zrobić – to przekonać o tym „rozwinięte” rynki. Wspólna polityka w tym zakresie, zupełnie przeciwna do tej lansowanej w UE – bez dopłat, ale za to z promocją, oparta na integracji wytwórców rolnych, pilnowaniu wysokich standardów i nieprzeszkadzaniu w pracy to gwarancja sukcesu. No i na koniec zostawiam IT – bo tu i tak już jesteśmy najlepsi (i najtańsi :/). Przyszłość, czy się to komuś podoba czy nie, należy do Internetu – w szerokim tego słowa znaczeniu, zawierającym Internet Rzeczy. Tutaj jest najwięcej do zrobienia i najwięcej do osiągnięcia. Tutaj najbardziej liczy się otwartość i kreatywność – czyli coś czego u nas jest aż nadto :).

Czy to na prawdę brzmi jak nierealne mrzonki? Sami oceńcie i skomentujcie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *