22 Gru

BALANS – jak zachować równowagę?

(0)

Ależ to wyświechtany temat! Chyba każdy w historii kto zajmował się rozwojem i funkcjonowaniem człowieka wcześniej czy później dochodził do tych samych wniosków – nie da się funkcjonowań bez równowagi. „Złoty środek” opracowany przez Arystotelesa rozpowszechnił się wszędzie tam gdzie ludzie upodobali sobie rozwój i wyższe cnoty naszej duszy. O „Aurea mediocritas” mówił Horacy, a po nim wielu innych. „Złoty środek” stał się inspiracją dla twórców różnych szkół filozoficznych, aż w pewnym momencie stał się czymś co współcześnie można by po prostu określić jako „oczywistą oczywistość”. To co różniło poszczególne teorie i opracowania to „szczegóły techniczne”. Choć każdy rozumiał ideę, przedstawiał ją pod różnym kątem by uzyskać efekt akceptacji dla swoich teorii. I chociaż historia myśli filozoficznej jest dziedziną niesłychanie ciekawą, dziś chciałbym skupić się jedynie na stronie praktycznej – czyli na tym co można robić codziennie by korzystając z idei „złotego środka” uczynić swoje życie odrobinę łatwiejszym.

Zacząć należy od tego, że jesteśmy „biologiczną maszyną”, która do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje dostarczania z zewnątrz (ze środowiska) pewnych elementów: odpowiedniej mieszaniny gazów, ze szczególnym uwzględnieniem tlenu, czystej wody, białek, węglowodanów, tłuszczów, witamin i mikroelementów. To pierwszy poziom naszego funkcjonowania. Drugi to możliwość poruszania się, która warunkuje utrzymanie prawidłowej sprawności organizmu: uprawianie sportów, bieganie, pływanie czy choćby zwykłe spacery – to wszystko pozwala właściwie funkcjonować naszym organom. Trzeci poziom to zajęcie dla naszego mózgu. Tu zatrzymam się trochę dłużej. Ludzki mózg to niezwykle rozwinięte urządzenie służące do przetwarzania miliardów informacji. Niezwykłe, bo w całym bogactwie świata zwierząt nie udało nam się do tej pory odnaleźć zwierzęcia, którego mózg pod względem złożoności i „mocy obliczeniowej” można by porównywać z naszym. Nie oznacza to oczywiście, że jesteśmy pod tym względem wyjątkowi, raczej skłonny jestem się przychylić do poglądu, że taka konstrukcja naszego mózgu jest „pomyłką” Natury – otrzymaliśmy urządzenie, które choć zagwarantowało naszemu gatunkowi przewagę konkurencyjną, dysponuje „mocą obliczeniową” znacznie bardziej przekraczającą stricte biologiczne zapotrzebowanie. Tak więc „skutkiem ubocznym” „nadproduktywności” naszego mózgu jest konieczność dostarczania mu danych, które mógłby przetwarzać i analizować. Ta nadpodaż na dane zaowocowała łączeniem się w coraz to większe grupy a w konsekwencji tworzenie społeczeństw wymagających od swoich członków specjalizacji. W ten sposób zamiast spokojnie sobie polować na mamuty zajmujemy się aktywnościami, które na pierwszy rzut oka (a być może nawet na drugi i kolejne) nie ma nic wspólnego z pobieraniem pokarmu i zapewnianiem sobie dogodnych warunków bytowych. Podsumowując każdemu z nas można przypisać ogólne ramy codziennej aktywności: oddychanie, sen, zabiegi pielęgnacyjne, pobieranie pokarmu, praca (rozumiana jako zarobkowanie czyli zdobywanie środków na zaspokojenie potrzeb – taki substytut polowania), czynności związane z oporządzeniem mieszkania (czyli dawniejsze legowiska tylko trochę bardziej urozmaicone), aktywność towarzyska (niestety wlicza się w to również kanał komunikacji oparty o IT), oraz tzw. „czas dla siebie” (czyli nie tylko relaks i odpoczynek) – i to zasadniczo tyle – wszystko inne możemy przypisać do jednej z wymienionych kategorii.

Skoro jesteśmy „maszyną”, która z jednej strony ma wymagania (dostarczanie energii i budulca) a z drugiej ma możliwość aktywności pozwalającej te wymagania realizować – można pokusić się o, znaną z zarządzania przedsiębiorstwami, optymalizację procesów. I tym właśnie jest ów tytularny – balans – optymalizacją. Założenie jest takie, że skoro musimy coś robić to może można to robić efektywniej. Zasadniczo zawsze i w każdej dziedzinie można – więc niby czemu miało by nie być można w odniesieniu do nas samych. A więc do rzeczy.

Na początek bilans. Spisz sobie wszystkie aktywności jakie wykonujesz w ciągu miesiąca (basen, obiad z rodziną, szczegóły zadań wykonywanych w pracy (jeśli prowadzisz własną działalność gospodarczą to też pracujesz :)), nauka (kursy, szkolenia, studia, a także wszystko to co robisz sam by rozwinąć swoje umiejętności i poszerzyć wiedzę). Ważne byś spisał na prawdę wszystko – wiem, że zajmie to dużo czasu i dużo miejsca, ale im rzetelniej do tego podejdziesz tym lepsze będziesz miał efekty. Spisując swoje działalności staraj się podchodzić do tematu obiektywnie, bez żadnych teorii selekcjonujących Twoje dane – przecież nikt poza Tobą nie będzie nigdy tego czytał więc możesz wyłączyć „autopromocję”.

Przyporządkuj każdej aktywności parametry – możesz sam je ustalić, lub na początek skorzystać z sugestii. Przykładowe parametry to: czas potrzebny na realizację czynności; ładunek energetyczny (+/- – czyli czy dodaje Ci energii czy też musisz energię wydatkować) – tu oczywiste dookreślenie – mówiąc „energia” nie do końca mam na myśli jednostkę fizyczną a bardziej chodzi mi o pewien poziom „naładowania chęcią do życia/siłami witalnymi” – czyli o coś co każdy intuicyjnie rozumie, ale co niezwykle ciężko zdefiniować na potrzeby metody naukowej; ilość energii (tej dookreślonej powyżej) – czasami coś „dodaje Ci energii” ale niewiele, a czasami całkiem sporo – chodzi o znalezienie własnego wzorca jednostki miary tej energii na tej samej zasadzie jak w podparyskim Sevres mamy zdeponowany wzorzec metra – może to być na przykład jeden odcinek ulubionego serialu, kwadrans spaceru po lesie, jedna godzina medytacji albo wysłuchanie w ciszy i spokoju ulubionej piosenki – wszystko jedno byle by to tylko było Twoje – i co bardzo ważne pamiętaj, że w każdej chwili możesz tą jednostkę zmienić – przecież to tylko Twoja subiektywna skala :).

Zaprowadź kalendarz – na przykład w układzie: czynności standardowe w tygodniu, czynności ponadstandardowe w kwartale. W kalendarzu zaznacz wszystko to co jest „stałe” (np. godziny pracy, godziny wykładów, sen, basen, itp.), oraz „miękkie” – czyli wszystko to co „nie musi się zdarzać w określonych godzinach” (obiad, serial, czytanie książek, itp.). Koniecznie zaznacz również te wydarzenia rzadkie (roczny raport, wyjazd w góry, kolacja z narzeczoną, itp.)

A teraz to wszystko przelicz. Oczywiście Twoje pierwsze przeliczenie będzie bardzo, bardzo subiektywne. Zastosowanie dopiero co wymyślonej miary (parametrów) do nie do końca jeszcze przemyślanego kalendarza z pewnością zaowocuje wieloma błędami. Nie przejmuj się nimi! Po prostu zacznij pracować ze swoimi parametrami i swoim kalendarzem, z każdym tygodniem wprowadzaj poprawki i cały czas bacznie się sobie przyglądaj. Po prostu traktuj siebie jak maszynę, którą trzeba zoptymalizować – a żeby to zrobić trzeba ją poznać.

I co Ci wyszło z przeliczenia? Bilans jest na „zero”? A może przeważają „+” albo „-”? Chyba już wiesz co robić i co zmieniać żeby dążyć do ideału 🙂 – czyli do „zera” – czego Ci oczywiście życzę. A wszelkich zainteresowanych tematyką zapraszam do ostrej krytyki i rzetelnej dyskusji.

Categories: psychologia

Leave us a reply

Comments (0)

to-top