19 Paź

BIG DATA – czyli o co ten cały ambaras

(0)

Ostatnio pojawia się coraz więcej artykułów o negatywnym wydźwięku względem pojęcia „big data”. Słowem wyjaśnienia chodzi o „duże zbiory danych” – po prostu. Ale oczywiście, pojęcie to zaczęło żyć własnym życiem, szczególnie w momencie rozkwitu mediów społecznościowych. Okazało się bowiem, że ludzie ochoczo zamieszczają terabajty danych o sobie: zdjęcia, notatki, opinie, komentarze, lajki, powiązania z innymi użytkownikami, itp. itd. Tylko kwestią czasu było wykorzystanie tych publicznie dostępnym danych do celów związanych ze sprzedażą i marketingiem oraz szacowaniem szeroko pojętego „ryzyka kredytowego”. Matematyka, która jak zwykle w trudnych dla ludzkości chwilach, pospieszyła z pomocą dając całe spektrum algorytmów umożliwiających analizę i wyciąganie wniosków z tego oceanu danych. Dzięki temu szybko się okazało, że wszystko co powiemy w Internecie może być wykorzystane przeciwko nam. I podniosło się larum…

Czy słusznie? Ewolucjoniści przekonują nas, że naszą „przewagą konkurencyjną” w świecie zwierząt jest nasz mózg. To jego „potężna moc obliczeniowa” umożliwiająca szybkie analizowanie petabajtów danych pozwoliła nam skutecznie rywalizować o zasoby z przedstawicielami innych gatunków. Ta „niewielka” różnica w przeciągu zaledwie kilkudziesięciu tysięcy lat przekształciła nas z marginalnego gatunku (nagiej małpy) w gatunek dominujący nie tylko nad światem roślin i zwierząt ale generalnie światem przyrody. Podróżujemy w kosmosie, ujarzmiliśmy energię jądrową, uprawiamy rośliny, hodujemy zwierzęta, zmieniamy bieg rzek, uniezależniliśmy się od warunków atmosferycznych. Ta wyliczanka mogła by zająć jeszcze kilkanaście stron. A to wszystko dzięki „big data”. A konkretnie dzięki zdolności naszego mózgu do analizy danych i wyciągania wniosków. Niejednokrotnie wniosków ogólnych. Kiedy nasz praprzodek zauważył, że w zaroślach kryje się kotek szablozębny (Smilodon) ważący bagatela 400 kg być może w pierwszym odruchu miał ochotę przytulić się do jego puszystego futerka. Nie dowiemy się czy tak było bo z całą pewnością zginął bezpotomnie. Podobnie jak wielu jemu podobnych praprzodków, wychodzących z założenia, że nie można dyskryminować wszystkich kotków szblozębnych tylko dlatego, że zdarzyło się, by kilka owych kotków pożarło ludzi (na co być może nawet, w owych czasach nie było twardych dowodów – śladów dna, zeznań świadków, nagrań z monitoringu). Ci, z pierwszych ludzi, których geny przetrwały po dziś dzień – na postawie zaledwie kilku ataków kotków szablozębnych na ludzi wyciągali ogólny wniosek – że są to zwierzęta niebezpieczne (pomimo puszystego futerka) i należy się trzymać od nich zdala, a nawet w miarę możliwości eliminować w myśl kolejnej ogólnej zasady – „jeśli ja nie zjem ciebie, ty pożresz mnie”. W tamtych czasach nasza pozycja wśród innych gatunków była na tyle słaba, że dywagacje o tym, czy dyskryminacja całego gatunku kotków szbalozębnych była dla nich jawną niesprawiedliwością społeczną, była po prostu pozbawiona sensu.

Świat poszedł do przodu. Pojawiły się komputery, papier toaletowy i elektryczne szczoteczki do zębów. Ludzie stali się leniwi. Przestali korzystać ze swoich mózgów. Scedowali (outsourcowali) myślenie na innych. Przestali analizować dane i nabrali przekonania, że skoro inni wciąż to robią to z pewnością ci inni są źli. Być może nawet mają rację. Ale jakie to ma znaczenie? Jeśli kupuję w sklepach określone produkty, w określonych terminach i „algorytmy big data” kwalifikują mnie w określony sposób, a firma mająca dostęp do tych analiz składa mi ofertę zakupu określonego produktu lub usługi – to przecież jednak wciąż ode mnie zależy czy na ową ofertę się zdecyduję, czy nie. Wciąż mam możliwość analizy danych i określenia czy oferowany produkt w sposób najbardziej optymalny zaspokaja moje potrzeby. Czy z niego skorzystam czy nie – to wciąć moja decyzja a nie jakiś „innych onych”. Jeśli za oknem pada silny deszcz i wieje zimny wiatr, a pani o przemiłej aparycji mówi mi z telewizora, że właśnie mamy piękną pogodę – wciąż mogę zdecydować którym danym zawierzyć i jaką podjąć decyzję odnośnie zabrania ze sobą parasola. Ja osobiście, z „ostrożności procesowej” w tak opisanym stanie faktycznym bym zabrał. A Wy?

Categories: psychologia
Tagi:

Leave us a reply

Comments (0)

to-top