21 Wrz

BUDŻET 2014 – czyli „oj, będzie się działo”

(0)

Szczęśliwie dożyliśmy przedziwnych czasów, kiedy to wszystko staje na głowie. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz w historii, jednakże pomimo tej szerokiej perspektywy, warto „nacieszyć” umysły tym co dzieje się właśnie w tej chwili. Stare, chińskie przekleństwo mówi „obyś żył w ciekawych czasach”. My z pewnością w takich żyjemy, a w dodatku żyjemy w bardzo ciekawym miejscu – w Polsce. W dniu 6 września 2013 roku powstał projekt ustawy budżetowej na 2014 rok, który aktualnie jest „pod obradami” Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych. Cóż można z tego projektu wczytać, i czego można się spodziewać…

 

Po pierwsze, ustala się łączną kwotę dochodów budżetu (podatkowych i niepodatkowych) w wysokości 276 512 224 tys. zł. No tak, 276 miliardów złotych, czyli w przeliczeniu „na łepka” (uwzględniając noworodki i starców) to 7 173,84 zł. Dużo? Dosyć dużo! A gdyby przeliczyć tylko na osoby „w wieku produkcyjnym” uzyskamy 11 286,21 zł. Jeśli jednak odliczymy oficjalnych bezrobotnych, zakładając równocześnie, że każda niezarejestrowana osoba pracuje otrzymamy kwotę 13 093,05 zł. Urealniając ją o emigrantów i niezarejestrowanych bezrobotnych możemy bezpiecznie przyjąć, że każdy zarobkujący (pracujący na etacie, tudzież prowadzący własną firmę) obywatel odda budżetowi około 16 000,00 zł. No dobra, a co za to dostanie? Za tą „niewielką” opłatę rząd przygotował nam na 2014 rok mnóstwo atrakcji. Żeby w szczegółach napawać się radością należy odwiedzić strony Ministerstwa Finansów, ja tylko pokrótce zaprezentuję kilka najciekawszych pozycji.

Zanim to zrobię, dla porządku winny jestem – po drugie – a więc, ustala się łączną kwotę wydatków na 324 246 497 tys. zł. Ktoś nieobeznany mógłby zapytać – „jak to tak?”. Ano można wydać blisko 50 miliardów więcej niż się zarobi. Można, można, a długi – wiadomo „fajna sprawa”, „światowa”, „kto ma długi, ten jest gość”.

Po trzecie, przyrost zadłużenia z tytułu kredytów i obligacji na 31 grudnia 2014 roku nie może przekroczyć 85 miliardów złotych. Czyli, innymi słowy, w ciągu roku nasz dług urośnie o kolejne 85 miliardów złotych.

 

To tak w ogólności, a teraz garść co ciekawszych szczegółów.

Na co

Ile (w milionach)

Na pracującego

Kancelarie Prezydenta, Sejmu i Senatu oraz Premiera łącznie

803

45,89 zł

Państwowa Inspekcja Pracy

300

17,15 zł

Sądy (wszystkie instancje w całym kraju)

13 385

764,86 zł

Obrona Narodowa

37 744

1 813,94 zł

Rozwój wsi

4 338

247,88 zł

Rozwój regionalny

1 972

112,68 zł

Szkolnictwo wyższe

10 913

623,60 zł

Sprawy wewnętrzne

19 252

1 100,11 zł

Sprawy zagraniczne + członkostwo w UE

1 682

96,11 zł

Zdrowie (bez NFZ!)

4 034

230,51 zł

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego

499

28,51 zł

Główny Urząd Statystyczny

392

22,40 zł

KRUS (dopłaty z budżetu)

16 698

954,00 zł

ZUS (dopłaty z budżetu)

39 162

2 237,82 zł

Obsługa Zadłużenia Zagranicznego

11 800

674,28 zł

Obsługa Długu Krajowego

24 300

1 388,57 zł

Subwencje dla Samorządu Terytorialnego

51 212

2 926,40 zł

Składka” na UE

17 765

1 015,14 zł

Budżety Wojewodów ogółem

22 506

1 286,06 zł

 

Pierwszą kwestią wymagającą komentarza jest sprawa obsługi długu – łącznie jest to 36 miliardów czyli ponad 2000,00 zł na każdego pracującego. A pieniądze te nie służą bynajmniej zmniejszaniu zadłużania (!!!), a jedynie są wykorzystywane w procesie jego obsługi. Czy rozsądny manager nie powinien w pierwszej kolejności przedsięwziąć działań mających na celu redukcję długu? A przynajmniej takiej jego reorganizacji by obciążenie długiem było coraz mniejsze a nie coraz większe? Prof. Balcerowicz już od ładnych paru lat bije na alarm i swoim zegarem długu nawołuje do tego by przestać dalej się zadłużać. Licznik przekroczył już jeden BILION złotych co oznacza, że każdy pracujący ma oddać po 62 615,37 zł, a przeliczając na każdego obywatela (z noworodkami i starcami) jesteśmy zadłużeni na blisko 29 tysięcy złotych każdy!

 

Kolejna kwestia to „Ubezpieczenia Społeczne”. Planowany na 2014 rok budżet ZUS to 194 miliardy złotych – czyli każdy pracujący poza tym, że odda budżetowi państwa wspomniane już 16 tyś zł, dodatkowo na ZUS odda 11 000,00 zł razem to przecież 27 000,00 zł czyli de facto 2 250,00 zł miesięcznie!! czy na pewno nie można tak potężnej kwoty sensowniej zagospodarować dla „wspólnego dobra”? A może gdyby lwią część z tych pieniędzy zostawić w kieszeniach obywateli znacznie lepiej sami byśmy o siebie zadbali?

 

Trzeci „kamień milowy” naszego budżetu to zdrowie. Niby z podatków idzie na ten cel „tylko” 4 miliardy złotych, ale NFZ ma własny „plan” – na 2014 rok, zgodnie z projektem z dnia 30.08.2013, ma to być kwota 63,5 miliarda złotych. Czyli do naszych 27 000,00 zł na każdego pracującego dopisujemy 3 628,57 zł i dobijamy do „magicznych” 30 000,00 zł na każdego pracującego w ujęciu rocznym.

 

W 2014 roku mamy wyprodukować 1 721,5 miliarda złotych (czyli bilion siedemset miliardów). To oczywiście bardzo optymistyczne założenie (w 2012 wyprodukowaliśmy 1 595,3 mld zł), ale pokazuje ogromny potencjał naszego Narodu. Niestety zatrważające jest to, że pomimo naszej pracowitości i przedsiębiorczości w krótkim okresie czasu potrafiliśmy się zadłużyć na BILION złotych, i mamy tak rozbuchany budżet, że co roku drastycznie ten dług pogłębiamy. Nie chcę by to zabrzmiało zbyt patetycznie, ale może powinniśmy Wszyscy przemodelować nasz system i mocno go uprościć. Jeśli komuś z Was zechce się przeczytać projekt ustawy budżetowej, ze wszelkimi załącznikami, być może również zada sobie takie samo pytanie – „po co państwo ma planować nasze życie aż tak drobiazgowo?, komu to potrzebne?”. Może warto, wymazać z arkusza kalkulacyjnego stary, powielany co roku schemat, i stworzyć nowy – od podstaw. Ustalić, w drodze referendum, za co chcemy płacić i na jakim poziomie. Dodać do siebie te kwoty i podzielić składkę na nas wszystkich. A potem raz jeszcze zadać sobie pytanie – czy na pewno, w tych obszarach, sami lepiej o siebie nie zadbamy. Kontując taki tok rozumowania, ostatecznie dojdziemy do tego niezbędnego minimum, na które zgodzi się większość z nas. W ten sposób poza redukcją długu, i pozostawieniem ogromnej gotówki do naszej dyspozycji nauczymy się jeszcze dwóch ważnych rzeczy. Pierwszej, że jesteśmy SAMODZIELNI, że nie potrzebujemy państwa do tego by po defekacji podcierało nam tyłek. I drugiej, że jesteśmy ODPOWIEDZIALNI za współobywateli, że krzywda drugiego człowieka to nie jest „problem państwa” – tylko nas – Ciebie, mnie, każdego. To nie jest kwestia mojej wiary – z jednej strony jestem psychologiem, a z drugiej managerem – i WIEM, że ludzie mają naturalną skłonność do tego by dbać o siebie i swoich bliskich. Jeśli wierzyć antropologom, to właśnie ta skłonność pozwoliła nam przetrwać i się rozwijać. A teraz, skoro widzimy, że oddanie władzy nad każdą czynnością życiową niewielkiej garstce ludzi się nie sprawdza – czas by przywrócić naturalny porządek rzeczy i wziąć swoje życie i życie naszych bliskich we własne ręce.

 

Jak nigdy, oczekuję od Was dyskusji 🙂 – w miarę możliwości na blogu 😛 – choć jak zwykle, jestem bardzo wdzięczny za wszystkie maile 🙂

Categories: polityka
Tagi: , ,

Leave us a reply

Comments (0)

to-top