BUSINESS MIXER w krakowskim business linku

Wczoraj (24.09.2015) w krakowskim business linku odbył się BUSINESS MIXER z Piotrem Wilamem, Markiem Cieślą i Pawłem Salą. Ponadto wystąpił także Dariusz Żuk. Hitem wieczoru miał być jednak „turniej startupów” z główną wygraną w postaci wyjazdu do Doliny Krzemowej (USA).

My (ja i Grzegorz) jak zwykle zjawiliśmy się na miejscu sporo przed czasem toteż udało nam się zajęć pierwsze miejsca, w których dzielnie przesiedzieliśmy ponad godzinę zanim się zaczęło…

A zaczęło się dosyć energetycznie, szybkim wejściem konferansjera, który najwyraźniej mając świadomość obsuwy (czasowej), chciał nadgonić. I nadganiał.

Pierwsze 15 minut dostał Paweł Sala. Mówił jak zwykle o freshmailu. No przyznam szczerze, że jeszcze mi się nie zdarzyło spotkać Pawła w kontekście innym niż ten freshmailowy. Ma bardzo fajną sucess story, z wplecionym wątkiem walki dobra ze złem (SARE), i co niesamowite, za każdym razem na kanwie tej historii potrafi przekazać coś nowego. Tym razem podzielił się ze słuchaczami kilkoma spostrzeżeniami o tworzeniu startupów. 1 – produkt to za mało – potrzebny jest rynek i marketing. 2 – blue ocean strategy rzadko wychodzi – znacznie częściej jest to po prostu sztorm. 3 – zidentyfikuj swojego przeciwnika – i opowiadaj o walce dobra ze złem – pamiętając, że tym dobrym jesteś Ty – to bardzo ważne, żeby sobie nie pomylić! 4 – bądź odważny – nie bój się pójść do sądu, ale pod warunkiem, że stać Cię na dobrego prawnika – ergo jak Cię nie stać – nie bądź odważny. 5 – rób albo nie rób, ale nigdy nie próbuj – nie możesz się wahać, a w startupach nie ma przecież miejsca (czasu) na racjonalne myślenie! 6 – MVP – to dobry pomysł – skoro nie masz czasu na myślenie, to tym bardziej nie marnuj go na robienie produktu! No i 7 – musisz mieć pasję – bo inaczej nie ogarniesz! FOCUS (Follow One Course Until Sucess) – wyświetliło się na końcu, a Paweł zanim usiadł zdążył jeszcze szepnąć do mikrofonu – „pamiętajcie, że na koniec dnia zawsze liczy się tylko sprzedaż”.

Kolejne 15 minut niespodziewanie wykorzystał Piotr Wilam. Ten mówił wolniej, znacznie wolniej, ale nie znaczy to wcale, że powiedział mniej. Skupił uwagę wszystkich zebranych jednym zapewnieniem, że oto wyjawi sekretną procedurę oceny startupów przez inwestora. No tak – teraz już przynajmniej będzie wiadomo co zrobić, żeby dostać hajsik – wszyscy, którzy jeszcze z jakiegoś powodu nie notowali, sięgnęli do notatników, i się zaczęło. Po pierwsze PRODUKT – czyli kto jest naszym klientem, jaki ma problem, i jak nasz produkt mu ten problem rozwiązuje. I tu najistotniejsze, że Piotr ocenia sposób w jaki ten problem jest rozwiązywany – ów sposób musi być interesujący, oczywiście dla Piotra, nie że w ogóle. Po drugie SPRAWNOŚĆ OPERACYJNA – chyba najbardziej oczywista sprawa, której najczęściej brakuje i to nie tylko w startupach – jeśli mówisz, że coś zrobisz to po prostu to zrób, jak nie zrobisz, to nie rób startupów. Proste! No i na koniec, po trzecie – SKALOWALNOŚĆ – Piotra interesują tylko biznesy, które mogą urosnąć tak, że zarobi na nich kupę hajsu – drobnica go zupełnie nie interesuje. Owa skalowalność, to tak na prawdę pochodna BIG VISION, a tą można zrealizować jeśli już na samym początku określi się duży rynek, opracuje się plan dostania się na ten rynek, oraz jasno zaznaczy się przewagi konkurencyjne. No a tak już zupełnie na koniec (4 z 3) to LIDER – osoba, która nie tylko pociągnie projekt, ale także, a może nawet przede wszystkim będzie gotowa się wraz z nim zmieniać i to nie jeden raz, nie dwa, ale znacznie więcej.

Żeby trochę zmienić kierunek wystąpień, na scenę został zaproszony Marek Cieśla, który od razu przeszedł do rzeczy i opowiedział o „portfelu z BLE”, który zebrał na kickstarterze $332,694 – czyli ponad „bańkę” złociszy. Oczywiście nie było to takie proste jak się wydaje, i żeby osiągnąć taki wynik, trzeba było zainwestować $30,000 a także mnóstwo czasu i energii. Marek zdradził parę sekretów zdobywania finansowania społecznościowego, z których najważniejsze to: marka i social proof. Jeśli nie masz wielkiej marki (bo dopiero nad nią pracujesz) to wykorzystaj inne znane, duże marki i się po prostu pod nie podepnij. Dwa przykłady jakie podał Marek to: 1) holder na smartfona, który fotografowany z iPhonem w środku stawał się automatycznie obiektem pożądania, oraz 2) kurtka z wykorzystaniem tkaniny Gore-TEX, która stawała się niesamowicie atrakcyjna w momencie umieszczenia na plakacie dużego logo tejże marki. Natomiast jeśli idzie o ów dowód słuszności społecznej, to zanim zdobędziesz followersów musisz zadbać o to by osiągnąć masę krytyczną Geeków.

Na koniec głos zabrał Darek Żuk, który opowiadał o swojej niezachwianej wierze w polskie startupy i rysował dla nich świetlaną, światową przyszłość. W opinii Darka takim kluczem do sukcesu ma być połączenie dwóch światów – korporacji, które mają skalę i startupów, które mają pomysły i energię. Pożyjemy zobaczymy – ja tam trzymam kciuki :).

Rozpoczęła się druga część meetupu – czyli turniej.

Jako pierwszy (psychologicznie najlepsza pozycja w kolejności przedstawiania!) zaprezentował się Mateusz Ryś ze swoim earlylogic.pl. Mateusza mam przyjemność znać ze SmartMedu, gdyż jest człowiekiem pozytywnie zajawionym na branżę techmed i rzeczywiście w środowisku go pełno :), a że jest bardzo ekspresyjną postacią ciężko go nie zapamiętać. Siłą rzeczy (niejako z automatu) zacząłem mu więc kibicować. Przez prezentację prześliznął się gładziutko jak gillette mach 3 po mojej łysinie. Zdiagnozował potrzebę – umiejętności matematyczne, w dzisiejszym stechnicyzowanym świecie, określił problem – dyskalkulia + problemy matematyczne, i przedstawił rozwiązanie. Co by nie mówić firma Mateusza jest już bardzo zaawansowana w pracach, mają już finansowanie, mają przetarte szlaki dotarcia do klientów (DrOmnibus), i co najważniejsze mają jasno sprecyzowany plan ekspansji i rozwoju. Zasadniczo w tym momencie, zrozumiałem, że Mateusz tak na prawdę nie potrzebuje tego zwycięstwa – bo ma już wszystkie potrzebne klocki. Sesja z jury przeszła bez problemów, a Mateusz nie odpowiedział tylko na jedno pytanie – jak to ma działać? – co poniekąd da się wytłumaczyć tajemnicą przedsiębiorstwa – wszak to właśnie ten „algorytm”, nad którym pracuje aktualnie 12-to osobowy zespół merytoryczny jest najcenniejszym aktywem spółki.

Najgorsze (psychologicznie) bo środkowe miejsce dostał robocore firmy HusarionDominik jak na inżyniera przystało skupił się na wszystkich technicznych aspektach. Zrobił wrażenie. Ogromne wrażenie. W ramach prezentacji przyniósł na salę jednego robota własnej konstrukcji – choć ów biedny robot miał tylko dwa koła, dzielnie stał (i się nie wywrócił ani razu) do końca wystąpienia, które trwało ponad 15 minut! Husarion to duża firma, może jeszcze nie korpo, ale czy na pewno można ich jeszcze nazywać startupem? Husarion to nasz największy gracz na rynku robotów do własnego montażu – Chłopaki na prawdę wiedzą co robią – i robią to dobrze. Niestety, aczkolwiek całkiem słusznie, Dominik został wypunktowany przez jury za brak „Jobsa”. „Jobs jest najważniejszy!” powiedział jeden z jurorów i dodał „a u Was same Woźniaki”. To oczywiście był komplement, ogromny komplement, bo chyba każdy programista, chciałby być przyrównany do Woźniaka. Tak czy inaczej feedback był bardzo cenny i ufam, że Chłopaki zatrudnią sobie prawdziwego „Jobsa”, tym bardziej, że…, no ale to nie teraz. W każdym razie na tym etapie byłem już pewny że robocore nie wygra, i było mi z tym źle bo to właśnie oni powinni wygrać – ten robot jest na prawdę super!

Jako ostania (nie najgorsze miejsce w kolejce prelegentów, ale przez ten cały efekt świeżości trzeba bardzo uważać na wszelkie potknięcia, bo nawet te najdrobniejsze zostaną w pamięci) wystąpiła Ola ze swoim SPIRUU – produkt ten nie jest nowy i co najważniejsze jest już bardzo zaawansowany (nominacja do Millenium Technology Prize). Jak mówi Ola – produkt ten jest równy (o ile nie lepszy!) grafenowi, o którym chyba każdy w Polsce i na świecie już słyszał. Niestety o SPIRUU nie (poza branżą biotechnologiczną) – i to jest teraz najważniejszy cel Oli – budowanie rozgłosu. Sama prezentacja nie wypadła rewelacyjnie, ale też trudno się dziwić bo na slajdach była wyświetlana stara wersja 🙁 – pomimo tego Ola i tak radziła sobie świetnie, i odpowiedziała na każde pytanie jury :).

W przerwie na freemicu zaprezentowało się kilka osób, z czego mojej uwadze nie uszły dwie osoby. Pierwsza to Karolina, która zarekomendowała blog – http://startuplawyers.pl/ – już go dodałem od ulubionych i od dziś czytam, przy okazji zapraszając do współpracy przy projektach organizowanych przez BRAINODE.pl :). A druga to Patrycja z jej pomysłem na integrator branży fizjoterapeutycznej – z Patrycją miałem przyjemność pogadać jeszcze na networkingu i myślę, że mamy przynajmniej kilka punktów stycznych dla naszych biznesów – więc nie ma opcji, żeby się nie udało :).

A nagrodę otrzymał? Tak, tak, tak – ROBOCORE! 🙂 – no więc teraz tylko czekać jak wyznaczą standardy nowoczesnej robotyki! Wielkie gratulacje!

A na koniec została część trzecia – czyli wielka wyżera. Nikomu nie trzeba była dwa razy powtarzać, i w lunchroomie zaraz zrobił się taki tłok, że nie było nawet jak operować widelcem. Na placu boju oczywiście zostali najwytrwalsi zawodnicy. A kiedy się rozluźniło, można było zacząć zawierać znajomości. Bo jak to powiedział na wstępie konferansjer – „gdybym miał kasę i produkt, a kontaktów bym nie miał byłbym niczym”. Ja niestety nie zdążyłem się dopchać do Alexa Barszczewskiego, choć bardzo mi na tym zależało, no ale trudno – innym razem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *