17 Sie

HUB INTEGRATION – czyli dlaczego warto

(0)

„HUBowanie” to wcale nie jest łatwa sprawa. Niby wiedzieliśmy to od samego początku, ale z drugiej strony już jakoś w naturze człowieka tak jest, że bagatelizuje problemy przeszłe, które udało mu się przezwyciężyć, a przecenia te przyszłe, które dopiero mają nadjeść. Oczywiście nic w tym nadzwyczajnego. Robimy tak celem usprawiedliwienia przyszłej porażki. „A nie mówiłem, że mi się nie uda. To było zbyt trudne.”. Z drugiej strony jak nam się uda, mamy dodatkowy kontrast – „to było niewykonalne, ale mi się udało”.

W Hubie mamy podobnie. ITHUB to 11 zupełnie różnych osobowości, o pełnym przekroju światopoglądowym. A na dodatek zupełna równość właścicielska – każdy ma tyle samo udziałów we wspólnej firmie. W ten sposób każdy ciągnie HUBa w swoją stronę. Gdybyśmy to rozrysowali sobie na jakieś siatce pola oddziaływań to mielibyśmy zbiór kółeczek z zaznaczonymi wektorami kierunku poruszania się, z których każdy biegnie w inną stronę (mam nadzieję, że fizycy wybaczą mi nieudolność metafory). Efekt, jak łatwo się domyśleć będąc zawodowym fizykiem, byłby taki że połączony ramami zbiór tych kółeczek pozostawałby bez ruchu, albo bezładnie „drgałby” przemieszczając się to w jednym to w drugim kierunku w zależności od tego, w którą stronę aktualnie wypadkowa siła przeważa. Jak łatwo się domyślić taki układ marnuje mnóstwo siły i energii na wzajemne się równoważenie przeciwstawnie działających sił.

Ale bynajmniej takie zjawisko nie jest żadną stratą! Wręcz przeciwnie. Jest etapem naturalnego rozwoju grupy. W przeciwieństwie do firmy, do której przychodzisz z zewnątrz i musisz się jakoś dostosować, tutaj, w HUBie, uczestnicy sami tworzą tą strukturę od samego początku. Nie działamy na gotowym szablonie, na utartych i sprawdzonych wzorcach, tylko budujemy wszystko od podstaw. Tak jakbyśmy zanegowali cały zastany porządek świata biznesu i budowali wszystko od nowa. Tabula rasa. Tylko w ten sposób można stworzyć coś oryginalnego, nową wartość.

Co więc się stało w następnym kroku, kiedy już prawie każdy miał świadomość, że ciągnąc w swoją stronę cały układ daleko nie zajedzie? Otóż stała się integracja. Szkolenie z formowania grup na bazie case’a z „niedźwiadkami kanadyjskimi”. Warsztaty z metodyki scrumowej. Dwa pojedynki lasertagowe naszej grupy (ITHUB TEAM) z resztą świata. A na koniec długi i owocny debrefing przy piwku. Każdy płaci „za siebie”, bo każdy jest współwłaścicielem firmy, która sponsorowała mu imprezę. Jakie to przejrzyste i oczywiste!

A co teraz? Realizacja wniosków. Pierwszym i chyba najbardziej oczywistym była synchronizacja. Skoro każdy z nas ma swoje cele i ciągnie grupę w swoją stronę, przez co ta pozostaje bez ruchu bądź nieznacznie drga w niewielkim obszarze, jedynym sensownym rozwiązaniem jest zsynchronizowanie celów indywidualnych z celami grupowymi. Kiedy kierunki naszych indywidualnych celów będą zbieżne (identyczne) wtedy, jako grupa, będziemy się poruszać w tą samą stronę ze znacznie większą siłą. Dlaczego ze znacznie większą skoro to nie znajduje potwierdzenia w fizyce? Choćby dlatego, że taka zsynchronizowana grupa będzie niwelowała różnice w okresowych zmiennościach poszczególnych członków grupy.

Drugi wniosek to konsekwencja pierwszego. Skoro potrzebujemy synchronizacji musi być i synchronizator. Czyli ktoś (osoba), kto zadba o to by w tym trudnym procesie dostosowywania celów indywidualnych do celów grupowych jak najwięcej osób przetrwało do końca. W mojej ocenie założenie, że przetrwają wszyscy jest zbyt optymistyczne, ale czas pokaże czy, w tym konkretnym przypadku będę miał rację czy nie.

Integracja miała miejsce tydzień temu, a synchronizator został już wybrany. Od jutra zacznie się więc zupełnie nowy etap rozwoju ITHUB, a pierwszym widocznym znakiem nowego będzie (wreszcie :)) uruchomienie projektu pod kryptonimem NEST ITHUB.

Zapraszam do komentowania i śledzenia kolejnych wpisów z historii, która pisze się na Waszych oczach – historii pierwszego, polskiego HUBa IT.

Categories: firma

Leave us a reply

Comments (0)

to-top