18 Kwi

Internet dla adwokatów a psychologia

(0)

Jak widać, wciąż myślę o otrzymanym stanowisku KE NRA z 26.03.2013, o ile mój pierwszy zachwyt wzbudziła zgoda na adwordsy, o tyle nie mogę pozostawić bez wpisu kwestii psychologicznych. Otóż, w owym stanowisku (raz jeszcze odsyłam do oryginału) został przedstawiony pogląd, jakoby w świetle współczesnej psychologii „nie można uznać Internetu za uliczny szyld”. Autorzy wywodzą, że „proces spostrzegania szyldu wiszącego na ruchliwej ulicy przebiega zupełnie inaczej niż proces odbioru przez internautę informacji niechcianej oraz w żaden sposób nieposzukiwanej”. Rzekomo za taki stan rzeczy odpowiadać ma „znany we współczesnej psychologii mechanizm selekcjonowania informacji” – który to powoduje, że „jeżeli przekaz zawarty w szyldzie nie jest aktywnie poszukiwany to nie zostanie w ogóle dostrzeżony na poziomie semantycznym, natomiast przekaz w Internecie jest tak natarczywy, że ów mechanizm selekcji nie będzie w stanie zadziałać”.

Cóż, w pierwszej chwili uległem wpływowi autorytetu i założyłem, że jeżeli to jest stanowisko NRA to zostało ono na wskroś przebadane, zweryfikowane i w najdrobniejszym szczególe poparte stosownymi badaniami. Niestety, nie dawało mi to spokoju – jak to?! – ten sam mechanizm raz działa a raz nie – w zależności od tego jak Komisji Etyki jest wygodniej? Hola, hola, psychologia to jednak nie prawo – tylko nauka! – opiera się nie na aksjomatach (ustawy, uchwały, rozporządzenia, itp.) tylko na danych empirycznych, weryfikowalnych i replikowalnych w kolejnych badaniach. Bynajmniej nie oznacza, to że nauka jest nieomylna – wręcz przeciwnie – jest bardzo omylna – ale właśnie dzięki ciągłej weryfikacji i replikacji badań jest „bliżej prawdy” niż jakikolwiek dekret.

A więc do rzeczy. Jak przebiega proces „dotarcia bodźca do naszego umysłu”. W pierwszej linii jest nasza uwaga. Idąc ulicą patrzymy pod nogi, i koncentrujemy naszą uwagę na tym by się nie potknąć o jedną z dziur, wystającą płytkę czy też inny wynalazek współczesnej myśli inżynieryjnej. Im bardziej musimy się skupić (więcej przeszkód) tym bardziej zawężamy naszą uwagę – niczym jupiter na teatralnej scenie, który przez operatora światła może być zogniskowany na konkretnym aktorze, albo na większym obszarze sceny. Tak więc, to czy w naszym polu uwagi (obszar oświetlany przez jupiter) znajdzie się szyld – nie zależy (jak chcieliby Twórcy stanowiska) od szyldu tylko od „stanu uwagowego” osoby przechadzającej się po chodniku. Jeśli nasza uwaga jest szeroka szyld ma szanse się w niej znaleźć, jeśli nie i tak może tam dotrzeć, aczkolwiek na trochę innej zasadzie. Krok drugi – percepcja – czyli spostrzeganie – proces silnie zdeterminowany charakterystyką fizjologiczną zmysłów. Ślepiec przechadzający się po chodniku z białą laską nie zobaczy szyldu, osoba o bardzo słabym wzorku również nie! – ale każda inna osoba owszem. Nasze pole widzenia umożliwia rejestrację szyldu!!! – jeśli adwokat, do którego szyld należy może zobaczyć go z chodnika, to każdy inny człowiek o wystarczająco dobrym wzroku również. Oczywiście nie bez znaczenia są warunki atmosferyczne, oświetlenie, oraz tzw. czynniki inne – np. w danym momencie coś może zasłaniać szyld (wysoka ciężarówka, czasowy płot odgradzający roboty drogowe, banner, itp.). To wszystko ma wpływ. Jeśli jednak nasz wzrok będzie zwrócony w sposób umożliwiający (potencjalnie) zauważenie szyldu – to nasze oczy ów obraz zarejestrują i prześlą do mózgu. No i tu się dopiero zaczyna. Autorzy stanowiska chcieliby – by ich szyld nie był zauważany jeśli ktoś go nie szuka – bo to pozwoliło by utrzymać odpowiednie interpretacje odpowiednich zapisów kodeksu. Gdyby to była prawda, a od razu powiem, żeby nie trzymać w niepewności – że nie jest! – to musiałby to być mechanizm ogólny. Trudno bowiem przyjąć, że natura tak wyewoluowała nasze zdolności poznawcze byśmy jednie nie zauważali szyldów adwokackich jeśli akurat ich nie poszukujemy. To samo musiało by się dziać z innymi szyldami – sklepów spożywczych, pasmanterii, zakładów obuwniczych, sexshopów, itp. Idąc tym tokiem rozumowania musielibyśmy przyjąć, że jeżeli na ulicy, gdzieś z boczku, przy bramie, stała by sobie piękna, młoda, naga kobieta z obfitym biustem – to nie zauważylibyśmy jej – no chyba, że aktywnie takich niewiast byśmy poszukiwali. Trąci absurdem? Powinno! Wrócę więc do tego nieszczęsnego procesu przetwarzania bodźców wzrokowych w mózgu. Bo dopiero tam (i zaangażowany jest w to cały mózg!, nie tylko te obszary, które odpowiadają bezpośrednio za przetwarzanie bodźców wzrokowych) następuje „obróbka materiału” rozpoznawanie co jest czym – gdzie jest płyta chodnikowa, gdzie naga kobieta z obfitym biustem, gdzie sygnalizator drogowy, gdzie kiosk z gazetami, a gdzie szyld kancelarii adwokackiej. Dopiero jak mózg będzie „wszystko wiedział” będzie mógł uznać co jest dla niego ważne teraz, a co może być ważne kiedyś. Oczywistym jest, że nie można uznać, że coś jest ważne albo nie jeśli się tego nie rozpozna. Tak więc żeby ów szyld nie był „dostrzeżony semantycznie” najpierw musi być dostrzeżony, zinterpretowany jako szyld a dopiero w kolejnym kroku zakwalifikowany jako ważny bądź nieważny. I teraz przechodzimy do pamięci. Aktualnie (bądź jak ktoś woli współcześnie) przyjmuje się, że mózg może magazynować wszystkie informacje, liczne badania pokazują, że bardzo często nie wiemy jak dużo wiemy. Najlepszym przykładem są testy. Gdybym zadał Ci pytanie o to jaką wysokość ma Mount Everest – być może nie byłbyś sobie w stanie przypomnieć, ale jeśli dałbym Ci 4 odpowiedzi do wyboru, z dużym prawdopodobieństwem wybrałbyś B – 8848 m.n.p.m. Jakim cudem? Ano takim, że ta informacja była w Twoim mózgu tylko nie potrafiłeś jej wydobyć. To samo dzieje się z owym nieszczęsnym szyldem. Informacja o nim trafi do mózgu, i jeśli nie będziemy akurat aktywnie poszukiwali tego szyldu, zostanie „zmagazynowana gdzieś na dnie” i przypomniana wtedy kiedy będziemy szukać adwokata – „zaraz, zaraz, tam koło tego kiosku, w tej szarej kamienicy, jest chyba jakiś adwokat, coś mi się kojarzy”. Tak to działa! Zresztą – gdyby uznać, że szyld ma być widoczny tylko dla osób poszukujących to przecież w ogóle jest nie potrzebny – wystarczyłoby osobie zainteresowanej podać numer budynku i lokalu i jakby była zainteresowana to by trafiła! Ja na przykład jak chcę żeby ktoś mnie odwiedził to mu podaję adres (ulica, numer budynku, numer lokalu) a nie wywieszam mu przed domem żadnego szyldu!

Na zakończenie warto jednak oddać, że faktycznie pewne informacje są bardziej narzucające się a pewne mniej – zarówno w świecie rzeczywistym (zwykły szyld versus migający neon) jak i w Internecie (zwykła informacja tekstowa versus kolorowy banner).

Podsumowując – nie ma żadnej psychologicznej różnicy między delikatnym stonowanym szyldem na skraju ulicy, a prostą informacją tekstową (bez ozdobników) na marginesie ekranu.

Pewnie i tak żaden z Szacownych Członków Komisji Etyki NRA tego nie przeczyta, ale jeśliby się tak stało, bardzo proszę o sprostowanie stanowiska w zakresie porównywania szyldów z informacją w Internecie.

Categories: psychologia

Leave us a reply

Comments (0)

to-top