1 Mar

Klauzula generalna przeciwko uniakaniu odpodatkowania

(0)

Dyskusja na jej temat toczy się w mediach już od bardzo dawna. Bardzo dużo, jeśli nie wszystko, zostało już w tej sprawie powiedziane. Celem mojego wpisu nie jest agregacja i porządkowanie tej wiedzy, bo wiele poważnych instytucji już to zrobiło. Celem mojego wpisu jest tylko zwrócenie uwagi na jej praktyczne implikacje dla małego biznesu w tym i dla start-upów.

W wielkim skrócie owa klauzula daje Urzędom Skarbowym prawo kwestionowania czynności zgodnych z prawem. Innymi słowy nie chodzi o to by tropić i usuwać z obiegu gospodarczego podmioty, które łamią czy omijają prawo, tylko o to by post factum korygować „błędy legislacyjne” na koszt i ryzyko przedsiębiorcy, który działał zgodnie z prawem. Żeby lepiej zrozumieć mechanizm leżący u podłoża tego procesu najlepiej posłużyć się metaforą.

Wyobraźmy sobie, że dwie firmy zawarły kontrakt na wykonanie serwisu internetowego. Zamawiający złożył specyfikację określającą bardzo szczegółowo wszelkie funkcjonalności owego serwisu. Wykonawca, korzystając z bazy pracowników, którymi dysponował (określony staż, doświadczenie, wiedza, umiejętności) dokonał estymacji kosztów wykonania serwisu. Szacując koszty brał przede wszystkim pod uwagę ilość godzin pracy swoich pracowników, które ci spędzą wykonując serwis. Oszacował także możliwość opóźnień ze względu na problemy programistyczne, które pojawią się w trakcie pracy. Tak skalkulowaną ofertę przedstawił Zamawiającemu do akceptacji. Po krótkim procesie negocjacyjnym Zamawiający przyjął ofertę, zgadzając się na określony w umowie termin i cenę. Choć cena i termin były szacowane w oparciu o estymowaną ilość godzin pracy nad projektem, nie stanowiły one elementu umowy. Umowa określała jedynie termin oraz cenę. Innymi słowy, gdyby się okazało, że pracownicy wykonają serwis szybciej niż zakładano będzie to zysk Wykonawcy, a jeśli będzie trzeba dotrudnić dodatkowych podwykonawców żeby zdążyć w terminie będzie to strata. Ot taki biznes, takie ryzyko, tak to działa. Ale to nie koniec przykładu. Zlecenie ruszyło. Pojawiły się problemy. Przedsiębiorca chcąc mieć pewność, że wyrobi się z terminem, zatrudnił „specjalistę”. Ów specjalista był droższy niż jego pracownicy (per godzina), ale zadziwiająco szybko rozwiązał wszystkie problemy blokujące produkcję. Dzięki tej inwestycji udało się skończyć projekt znacznie szybciej i oszczędzić wiele roboczo-godzin. Dzięki swojej otwartości, i podjęciu ryzyka (zatrudnienie drogiego specjalisty) przedsiębiorca zyskał. Wykonał dzieło zgodnie ze specyfikacją, ale szybciej i taniej niż zakładał. Nic tylko się cieszyć. Wszystko zgodnie z prawem i zgodnie z umową. Ale, ale teraz właśnie Zamawiający dochodzi do wniosku, że skoro Wykonawca nie poniósł „typowych kosztów” tylko mniejsze, to tak na prawdę nie ma powodu by zapłacić mu umówioną (zgodną z prawem) kwotę, tylko trzeba mu zapłacić mniej. Oczywiście gdyby się okazało, że Wykonawca poniósł większe koszty nie należałaby mu się dopłata – bo przecież na tym polega ryzyko gospodarcze.

Dokładnie ten sam sposób rozumowania przyświecał (i nadal przyświeca) twórcom „generalnej klauzuli unikania opodatkowania”. Wychodzi się z założenia, że jeśli przedsiębiorca działając zgodnie z prawem (!!!) zapłaci mniejszy podatek niż w opinii urzędnika (sic!) powinien zapłacić – będzie musiał dopłacić różnicę. Innymi słowy, na naszych oczach urzędnicy skarbowi, dekretem, z dnia na dzień, mają stać się ekspertami od prowadzenia działalności gospodarczej. I to każdej możliwej! Tak więc z dnia na dzień każdy urzędnik skarbowy zostanie wyposażony „w moc rozumienia” każdego aspektu każdego rodzaju działalności gospodarczej – od sprzedaży obwarzanków, przez produkcję nadprzewodników do wytwarzania wysoko-zaawansowanych rozwiązań programistycznych. Będzie dokładnie wiedział, ot tak z dnia na dzień, jakie koszty są niezbędne w prowadzeniu każdej możliwej działalności. Co jest wydatkiem koniecznym, a co nie było konieczne (i w dorozumieniu zostało nabyte tylko po to by zmniejszyć podatek). A co z myśleniem strategicznym, długofalowym? No cóż, tu będzie „prościej” będzie można poczekać czy działania podejmowane przez przedsiębiorcę przez ostatnie 5 lat, w sytuacji ryzyka i zmieniających się okoliczności, przyniosły zakładany rezultat czy nie. Jeśli nie przyniosły – to znaczy, że nie były konieczne – czyli będzie można „dowalić podatek” za ostatnie 5 lat. A jeśli przyniosły? No cóż, w takim przypadku będzie się można zastanowić, czy nie można było tego samego efektu osiągnąć taniej – i „dowalić dodatkowy podatek” za ostatnie 5 lat.

Brzmi absurdalnie? Aż nazbyt! I pewnie dlatego szeroka opinia społeczna uznaje, że to niemożliwe żeby w państwie prawa, w środku Europy można było wprowadzić taki zapis, który de facto uzależnia biznes w 100% od „łaski urzędnika”. To nie jest zabawa polegająca (jak teraz), że urzędnik może coś mocno utrudnić – to przekroczenie granicy – teraz urzędnik będzie mógł w majestacie prawa w każdej chwili zniszczyć każdą firmę – nawet (a może zwłaszcza?) tę, która działa zupełnie zgodnie z prawem i niczego nie można jej zarzucić! „Operacja się udała – pacjent umarł”, „był niewinny co potwierdził prawomocnie sąd, ale kat miał go już w grafiku więc egzekucja została wykonana” – a teraz dojdzie do tego – „robił wszystko zgodnie z prawem, nic nie można mu było zarzucić – więc nałożyliśmy na niego dodatkowy podatek z mocą 5  lat wstecz”.

Ale nadal większość z Was ma zapewne przeświadczenie, że chociaż to brzmi strasznie i jest skrajnie niebezpieczne dla wolności gospodarczej to i tak „na pewno mnie to nie dotknie”. Nie ma w takim myśleniu niczego nadzwyczajnego – to typowe – kiedyś napiszę o tym w dziale „psychologia”. Nie jest moim celem nikogo straszyć – raczej by uświadomić o istnieniu nowego składnika ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej. Niestety nad tym składnikiem nie da się zapanować – mamy więc do czynienia nawet nie tyle ze zwiększeniem poziomu ryzyka co ze wzrostem niepewności gospodarczej. W rankingu doing business, w kategorii fiskalizmu, już zajmujemy ostatnie pozycje – co będzie teraz? Zostanie stworzona specjalna kategoria?

A więc przykłady „z życia”, czyli estymowane przeze mnie case’y, którymi będą się zajmować doradcy biznesowi i prawnicy po wprowadzeniu „klauzuli”

1.) samochód – po co wprowadzać samochód do firmy? skoro można do klienta jeździć tramwajem?

2.) siedziba – a nie wystarczy wirtualny adres?, a nie zaraz…, nie wystarczy bo na to już jest nagonka :/ – tu może być problem dla urzędów

3.) szkolenia – na a po co to komu?, albo się wie albo się nie wie, a jak się nie wie to trzeba się czym innym zająć a nie biznesami

4.) doradztwo – no nie, to oczywisty przykład unikania opodatkowania – taki doradca to nic nie doradzi, a tylko kasę weźmie, fakturę się w koszty wrzuci i podatek będzie mniejszy – niedoczekanie!

5.) reprezentacja – a po co z kontrahentem się spotykać? jaki to ma sens w XXI wieku? telefony są z tanimi abonamentami!

6.) drogie podzespoły – to że drogie części są lepsze to mit – trzeba kupować najtańsze! najlepiej na allegro – w ten sposób koszty uzyskania przychodu są niższe, zysk jest większy, i wszyscy są szczęśliwi

7.) testowanie – każdy przedsiębiorca z branży IT wie, że dobrze jest przed wypuszczeniem produktu na rynek zapłacić za testy – ale to generuje koszt czyli zmniejsza podatek – czy na prawdę nie możecie napisać „dobrego programu”?, takiego którego nie trzeba testować? to co wy właściwie robicie?

I na koniec, żeby być zupełnie w porządku – czy będą temu winni urzędnicy? Absolutnie NIE – winę poniesie rząd / ustawodawca – ale to właśnie na urzędnikach będzie się „wieszało psy”…

A co Wy uważacie, jakie są Wasze opinie na temat tej kontrowersyjnej zmiany w „Ordynacji Podatkowej”?

zapraszam do komentowania

Categories: firma, polityka, prawo

Leave us a reply

Comments (0)

to-top