25 Sty

krótka myśl o „socjalu”…

(0)

… i nie mam tu na myśli social media :). Nie tak dawno spotkałem się z człowiekiem, który pracując w korporacji bardzo sobie ceni tzw socjal – czyli zestaw świadczeń pozapłacowych oferowanych przez korporację pracownikom. Nic w tym nadzwyczajnego, ale uderzyło mnie to w jaki sposób ów człowiek traktował te świadczenia.

Otóż, wyobraźcie sobie, że były one dla niego cennym darem od uwielbianego pracodawcy – korporacji. Darem, na który on – szary człowiek, zwykły pracownik – zwyczajnie nie zasługuje. No bo jak ma zasługiwać, jak przecież w innych (w domyśle złych firmach) nikt socjalu nie daje – a u niego dają i to bardzo hojnie – dbając by każdy pracownik ciepło myślał o korporacji, w której ma zaszczyt pracować. I na prawdę nie przesadzam, relacjonując jego egzaltację. Myślę sobie – WTF? – jako to daje? – pomijam, wszelkie kwestie natury formalno prawnej (jak na przykład to jak i z czego tworzony jest „fundusz socjalny”) – przecież to on pracując w owej korporacji wytwarza dobra, które później korporacja dzieli (i rządzi :)). Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że pracownik wytwarzając dla firmy wartość otrzymuje za to umówione wynagrodzenie. I nie ma też nic dziwnego w tym, że pracodawca, za zorganizowanie firmy i podjęcie ryzyka gospodarczego na własny rachunek – zatrzymuje dla siebie określoną część wartości wypracowanej przez pracujące na jego rzecz podmioty.

Czym więc w takim razie jest socjal? I czym jest postawa, skrajnie odbiegająca od partnerskiego układu – ja robię dla ciebie a ty mi za to płacisz – na rzecz infantylnej radości z otrzymania świecidełek zakupionych z pieniędzy, które de facto są elementem zapłaty za pracę?

Co o tym sądzicie?

„Pracownik nie jest winien swemu pracodawcy służalczości i posłuszeństwa. Jest mu jedynie winien usługę, za którą otrzymuje zapłatę, będącą nie łaską, lecz zasłużonym wynagrodzeniem.”

Ludwig von Mises

Categories: firma

Leave us a reply

Comments (0)

to-top