7 Gru

PERFEKCJONIZM – czyli o tym gdzie szukać ratunku

(1)

Dziś z „zupełnie innej beczki” – jakby zapewne mawiał Konfucjusz, gdyby tylko znał to wyrażenie. Perfekcjonizm, jak powszechnie wiadomo, jest dewiacją polegającą na stawianiu dokładności wykonywania czynności na najwyższym miejscu. Już samo określenie „dewiacja” musi burzyć spokój i samozachwyt wszystkich Czytelników, którzy do tej pory sobie przypisywali (bądź którym przypisywano) tę cechę. Zupełnie słusznie. Bo jest to cecha niezwykle negatywna, a do tego niebywale powszechna i na dodatek łącząca się z inną przypadłością – prokrastynacją. Ale po kolei.

Nie wnikając w psychologiczne zawiłości terminologiczne, acz jednak koniecznym tytułem wstępu, posłużę się pewną zmyśloną zupełnie sytuacją by zobrazować problem, który w tym wpisie próbuje poruszyć. Wyobraźmy sobie człowieka, który chciałby właśnie rozpocząć działalność gospodarczą. Zebrał już wszystkie możliwe informacje, przeszedł przez wszystkie możliwe kursy, wypytał wszystkie możliwe osoby, a nawet przeczytał wszystkie możliwe strony WWW. Wciąż jednak, mimo wielu zabiegów, dużej ilości pracy i mnóstwa wkładanej energii nie może zacząć. Każdy szczegół dokładnie ogląda pod każdym kątem, bada i analizuje każdy dokument, każdy materiał reklamowy, każdą wizytówkę. Wciąż zmienia przecinki w kropkami i vice versa, kroje czcionek, ich wielkość a nawet kolor. Chociaż całe otoczenie go dopinguje, on woli oddawać się niekończącej się serii zabiegów poprawiających. Kiedy słyszy od przyjaciela „ta wizytówka jest po prostu wspaniała” – wie, że jeszcze dużo jest do zrobienia. Kiedy panie w okienku urzędniczym kiwają z podziwem głowami i mruczą pod nosem „tak perfekcyjnie przygotowanych dokumentów, żeśmy jeszcze nie widziały” – on wie, że nie może ich jednak złożyć w takim kształcie, bo przecież jest jeszcze mnóstwo poprawek – ot choćby ten zawijas nad „s”. Mijają tygodnie, a początkowo niekłamany zachwyt otoczenia zamienia się ciche pojękiwanie „oho, znów nic nie zrobi, a tyle się nagadał”. No cóż perfekcjoniści nie powinni zajmować się poważnymi sprawami – zasadniczo w ogóle żadnymi nie powinni się zajmować bo i tak efekt byłby taki sam jakby zupełnie nic nie robili. Niestety, czasami zdarza się, że z zupełnie nie zrozumiałych przyczyn – ktoś gdzieś popchnie takiego perfekcjonistę i ten zupełnie niechcący założy i rozpocznie działalność gospodarczą. Większej tragedii dla ludzi w to przedsięwzięcie zaangażowanych nie można sobie wyobrazić. Dlaczego? Choćby dlatego, że „pan perfekt” (nie znalazłem badań, które by pokazywały istotne statystycznie różnice między-płciowe w tym zakresie, ale pozostanę przy formie męskiej jakoś w moim osobistym odczuciu mimo wszystko powszechniejszej) nie mogąc samemu żadnej sprawy doprowadzić do końca będzie się musiał posiłkować innymi osobami, daj Boże cechy tej pozbawionymi. Do czego to doprowadzi i jak szybko to się stanie pozostawię do wydedukowania Czytelnikowi…

Przeskoczę od razu do pytania, czy można coś z tym zrobić?, i czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla tych biednych perfekcjonistów? Oczywiście, że można, ale trzeba wiedzieć dlaczego tak jest, że ktoś staje się perfekcjonistą. Odpowiedź jest zadziwiająco prosta – potrzeba kontroli. Dzielimy się, z grubsza, na dwa rodzaje ludzi – externalistów i internalistów – czyli tych o zewnętrznym i wewnętrznym umiejscowieniu kontroli. Kiedy postrzegamy nasze życie przez pryzmat tego co wydarza się poza nami (los, Bóg, szczęście, przypadek, nieświadomość, itp.) umiejscawiamy nasze poczucie kontroli na zewnątrz nas (external). Kiedy natomiast postrzegamy nasze życie przez pryzmat naszych wysiłków, naszej pracy, naszych umiejętności, naszego wewnętrznego wpływu umiejscawiamy nasze poczucie kontroli w nas samych (internal). Jako internaliści nauczyliśmy się postrzegać rzeczywistość przez pryzmat naszych działań – wiemy więc, że mamy wpływ na to co nas spotyka, rozumiemy związek pomiędzy naszą pracą a jej efektami. Jako, że niejednokrotnie musieliśmy się pogodzić z błędami, które popełniamy – nauczyliśmy się, że błędy są naturalnym elementem rozwoju a rzeczywistość opiera się o niedoskonałość. Nie będziemy mieć więc problemów z perfekcyjnością i przynajmniej w tym aspekcie będzie nam, a także osobom w naszym otoczeniu trochę łatwiej. Jeśli jednak jesteśmy externalistami, nie mieliśmy możliwości zasmakowania prawdziwej rzeczywistości. Żyjemy zasadniczo w sztucznym, wykreowanym przez naszą wyobraźnię świecie – świecie, którego nie potrafimy zrozumieć (internalista buduje swoje wyobrażenie w oparciu o interakcję – działanie ze światem, externalista natomiast tworzy sobie wyobrażenie świata w oderwaniu od doświadczeń). Taka perspektywa bardzo szybko pokazuje nam, że na nic nie mamy wpływu, że wszystko dzieje się poza nami, a my niczym bezwolni widzowie na kinowej sali możemy tylko biernie chłonąć przesuwające się między naszymi oczami obrazy. W pewnym momencie, by ratować nasze poczucie wartości musimy zrobić wszystko by odzyskać kontrolę. Niestety przybiera to zazwyczaj właśnie karykaturalną postać perfekcjonizmu – czyli niemalże religijnego dbania o najdrobniejsze szczegóły – szczegóły, które pozwalają nam uwierzyć, że jednak mamy na coś wpływ. „Jeśli ten tekst nie będzie perfekcyjny kim ja sam będę?” – zdają się pytać retorycznie samych siebie eksternaliści. Perfekcjonizm nie jest więc postawą, czy sposobem bycia, czy nawet pewną niezależną cechą – jest po prostu reakcją obronną naszego umysłu na sytuację permanentnego braku kontroli nad życiem.

Wiedząc to i zdając sobie z tego sprawę – możemy wykonać krok na przód – i przeprowadzić prawdziwe odzyskiwanie kontroli nad własnym życiem. Kluczem jest oczywiście szczerość wobec samych siebie i chłodna analiza istotnych fragmentów naszego życia. Być może trzeba będzie skorzystać z pomocy kogoś bliskiego albo jakiegoś specjalisty, a być może wystarczy po prostu przedefiniować kilka elementów własnej percepcji. Jak zawsze, trzeba zacząć od najdrobniejszych kroczków, od prostych pytań do samego siebie – „czy ja też uważam, że ten tekst jest beznadziejny, czy to tylko opinia innych osób, która być może w pewnych aspektach jest zasadna, ale ciężko mi się z nią zgodzić w całej rozciągłości”. Wystarczy zacząć prowadzić ze sobą uczciwy dialog by szybko dojść do wniosków, że nie każdy aspekt mojego życia w całej rozciągłości kontrolowany jest przez obce i złowrogie siły. Nie musi być przecież tak by negatywne opinie na mój temat wygłaszane przez inne osoby z automatu stawały się moimi opiniami – nawet jeśli w jakimś aspekcie na prawdę odzwierciedlają część rzeczywistości. Jeśli napisałem jakiś tekst, który mi się podoba i go publikuję na blogu to oczywistym jest, że bardzo wielu osobom się nie spodoba i być może tak samo licznej grupie się spodoba – ważne jest jednak to, że podoba mi się on na tyle by go opublikować – nawet jeśli mam świadomość, że mógłbym go jeszcze poprawiać przynajmniej dwa miesiące :). Oczywistym jest, że tekst pisze się po to by go ktoś przeczytał i być może wszedł z nim w polemikę, dzięki której autor tekstu rozszerzy swoją wiedzę o rzeczywistości – na tym właśnie polega działanie – na wchodzeniu w polemikę – w przeciwieństwie do fantazjowania polegającego na tworzeniu wyjaśnień w oderwaniu od owej rzeczywistości.

Żeby nie zostawić czytelnika z poczuciem, że internaliści mają lepiej muszę dla porządku zaznaczyć, że zdarzają się sytuacje kiedy to eksternaliści są górą – na pewno będzie tak zawsze wtedy kiedy popełnimy duży błąd, lub spotka nas coś złego. Internalista będzie się doszukiwał przyczyn w sobie, nawet jeśli ich tam nie było, podczas gdy eksternalista bardzo szybko „zauważy”, że to nie jego wina tylko tych onych, albo jakichś innych czynników losowych.

 

A jaka jest prawda? Czy należy świat postrzegać przez pryzmat własnego wewnętrznego sprawstwa, czy może tak na prawdę – obiektywnie – rzeczywiście jesteśmy tylko nic nieznaczącym kosmicznym kurzem niesionym przez wiatr historii poprzez bezkres czasoprzestrzeni? Być może ktoś zna odpowiedź…., ja wiem jednak jedno – bez względu na to jaka rzeczywistość jest na prawdę łatwiej jest się w niej poruszać przy założeniu, że z naszego punktu widzenia to my jesteśmy centrum naszego własnego wszechświata – pamiętając równocześnie, że codziennie się spotykamy i współpracujemy z zupełnie innymi wszechświatami.

Categories: psychologia

Leave us a reply

Comments (1)

to-top