25 Sie

Przyszłość jest teraz…

(2)

Rok 1966, amerykański marines Robert R. Ingram, przez 16 godzin ratował swoich towarzyszy na polu walki, sam zostając czterokrotnie ranny.

Jest rok 1982 Tony Cavallo naprawia swojego Chevrlota Impalę, leżąc pod nim. W pewnym momencie podpórki się przewracają a samochód spada na Tony’ego. Jego matka – Angela Cavallo – niewiele myśląc podnosi auto równocześnie wzywając sąsiadów na pomoc.

Jest maj 1996 roku, Beck Weathers (amerykański patolog) zmaga się z Mount Everestem, oślepiony przez silne promieniowanie UV, niedotleniony na wysokości ponad 8200 m.n.p.m. i przemarznięty, z widocznymi oznakami martwicy. Towarzysze dwukrotnie uznali go za zmarłego, powiadomili żonę a ona dzieci. 36 godzin spędził w lodowym piekle, niemalże bez oznak życia. Ma „omamy/fantazje/sen” – wydaje mu się, że leży we własnym ciepłym łóżku, a przez okno świeci słońce. Nagle zobaczył swoją nagą, siną, martwą rękę – uderzył nią o lód a ta wydała odgłos głuchej belki. Wtedy dotarło do niego, że nie jest w łóżku, a przed oczami zobaczył obraz swojej żony i dzieci. To był przełom. Jego mózg włączył tryb awaryjny, uznał że dalsze czekanie na pomoc, jest bezcelowe. Niemalże martwemu ciału wydał jasne polecenie – zbierasz się i wracasz do rodziny! Chwilę później Beck zaczyna się poruszać, uwalnia się spod warstwy śniegu i wstaje. 1,5 godziny później dociera do obozu po ratunek!

Rok 2006, Lydia Angiyou ratuje kilkoro dzieci prowadząc walkę z niedźwiedziem polarnym, do czasu kiedy lokalny myśliwy nie oddaje śmiertelnego strzału (do niedźwiedzia).

Znów rok 2006, Tom Boyle widzi jak Chevrolet Camaro uderza w 18-letniego rowerzystę. Tom podnosi samochód, a kierowca bezpiecznie wyciąga ofiarę.

Rok 2009, Nick Harris podnosi Mercurego (sedan) by pomóc wydostać spod niego 6-cio letnią dziewczynkę.

Rok 2013, dwie nastolatki podnoszą traktor by uratować przygniecionego ojca.

Rok 2015, Wiola z Rzeszowa wraz z Rodziną organizuje wielką akcję, i dzięki swojej niezrównanej wytrwałości i uporowi wygrywa wielką wojnę z Rakiem i NFZem o oko swojego synka – Kubusia – cała historia TUTAJ.

Takich przypadków, są setki, i w opisach nie ma wiele przesady. Jak to się dzieje? Jak to w ogóle jest możliwe? Jakim cudem, ciężko ranny człowiek może przez 16 godzin bez przerwy biegać pod gradem kul i wyciągać swoich ciężko rannych towarzyszy? Jak to możliwe, by starsza kobieta dokonała wyczynu godnego strongmana? Jak można zmartwychwstać po 36 godzinach bycia „martwym”? Jak można ot tak po prostu podjąć walkę z niedźwiedziem polarnym?

Odpowiedzią jest motywacja. Siła dzięki, której możemy osiągać znacznie więcej niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. I to każdy z nas! Bez względu na wiek, choroby, predyspozycje. Jeśli trzeba uratować bliską osobę nie patrzymy na to ile waży samochód tylko go po prostu podnosimy. Jeśli zagrożone jest życie naszych dzieci możemy podjąć walkę nawet z niedźwiedziem polarnym nie bacząc na to, że nie mamy w sportach kontaktowych żadnego doświadczenia. Nasze organizmy (każdego z nas) zdolne są do takich działań – i jest to tak powszechne, że aż zdziwienie budzi fakt, że ludzie się temu dziwią. Przez setki lat naszej socjalizacji nauczyliśmy się, że grupa ma zawsze rację, że jesteśmy słabi, i że nie możemy niczego osiągnąć bez stosownego zezwolenia społecznego. Nauczyliśmy się działać na minimalnych obrotach – jeździmy na 1500-2000 obrotów nawet nie próbując wciskać pedału przyspieszenia poza tą granicę – a każdy z nas ma ogromną rezerwę mocy i nawet jeśli nie każdy z nas to Ferrari, każdy może osiągnąć przynajmniej te 6000 obrotów.

Jako psycholog pracujący w biznesie i z przedsiębiorcami, bardzo często słyszę zapytanie o to jak się motywować – jak sprawić żeby mi się chciało, żebym robił to co sobie zaplanowałem. Od trzech miesięcy siedzę więc nad tym wpisem i zastanawiam się jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmiało zbyt prosto, a równocześnie żeby nikogo nie zniechęcać nazywając go po prostu leniem :).

Sprawa choć banalnie prosta, jest bowiem, specjalnie lub nie, mocno komplikowana, przez nas samych. Albowiem to w naszej naturze leży szukanie winy i wymówek. Kiedy coś cobie zaplanujemy a potem tego nie zrealizujemy najpierw czujemy się winni, a później sami szukamy wykrętów przed własnymi oskarżeniami. I właśnie w ten sposób rodzi się mnóstwo niepotrzebnych komplikacji.

Jednym z najważniejszych problemów jest niewłaściwe rozumienie motywacji. Z jakiegoś niepojętego powodu ludziom się wydaje, że skoro raz podnieśli samochód to powinni to robić za każdym razem jeśli tylko sobie zapragną. Otóż nie! Wszystkie opisane na wstępie sytuacje, choć absolutnie powszechne mają charakter ponad-naturalnego wysiłku. To sytuacje, od których zależy nasze (lub naszych bliskich) życie, kiedy nie ma nic do stracenia i kiedy po prosu trzeba działać. Te sytuacje uświadamiają nam jak daleko mamy granice – jak ogromne możliwości, kryją się w naszych wątłych organizmach. Jak wiele energii możemy z siebie wykrzesać jeśli tylko będziemy odpowiednio zmotywowani.

Ale do tego by działać codziennie, dzień za dniem, znosić nie te wielkie niepowodzenia ale te najmniejsze, których jest bardzo dużo, potrzebujemy czegoś zupełnie innego – wytrwałości.

Żeby nie zanudzać różnicami semantycznymi, pokazywać różnych teorii i omawiać przeciwstawnych poglądów, pozwolę sobie na pewne uproszczenie i użycie metafory.

Otóż wyobraźmy sobie, że mamy samochód, którym chcemy pojechać na wczasy z rodziną. W pierwszym kroku ustalimy gdzie chcemy pojechać. To będzie nasz cel – punkt w czaso-przestrzeni, w którym będziemy chcieli się znaleźć. Już samo to jest wielkim wyzwaniem. Wybrać taki kurort, który wszystkim przypasuje, i który pogodzi wszystkie oczekiwania. W kolejnym kroku ustalimy co musimy ze sobą zabrać – poza rodziną, na rodzinne wczasy, trzeba także zabrać jakieś sprzęty, śpiwory, żelazko, zapasy jedzenia i co tam jeszcze. To będą nasze warunki zadania – musimy to wszystko pomieścić w aucie wykorzystując jego możliwości (bagażnik) lub też rozszerzając je (zakup bagażnika na dach). Kolejny krok to szczegółowe zaplanowanie trasy, którędy pojedziemy żeby było najbliżej/najtaniej/najszybciej, gdzie zatrzymamy się by dzieci odpoczęły, gdzie będziemy tankować. To będą nasze „kamienie milowe” na drodze do naszego celu. Wykonaliśmy już mnóstwo pracy – a jeszcze nie ruszyliśmy z miejsca. Zużyliśmy mnóstwo energii, ale efektów jeszcze nie widać. Dopadają nas wątpliwości. Może jednak nie nad morze? Może góry byłby lepsze?, albo jeziora?, a może w ogóle nie jechać autem, tylko polecieć gdzieś tanimi liniami. Im dalej od momentu podjęcia decyzji o wyjeździe na wczasy tym więcej wątpliwości a tym mniej pozytywnych efektów. Załóżmy jednak, że udało nam się dotrzeć do tego momentu kiedy wyjeżdżamy. Dzieci płaczą, żona szuka żelazka i sprawdza czy na pewno mamy wszystkie walizki. Trzeba sprawdzić czy jest benzyna, czy są napompowane koła, czy jest naładowany akumulator, czy poziom płynów: chłodniczego i tego w spryskiwaczach jest właściwy, i tak dalej. A auto dalej stoi tam gdzie stało i od punktu docelowego wciąż dzieli go ten sam dystans. W końcu trzeba odpalić samochód, przekręcić kluczyk i…. ruszyć. I nadchodzi czas na naszą metaforę. Motywacja jest tą gigantyczną energią, którą trzeba wykrzesać żeby ruszyć. Motywacja jest tym przekręceniem kluczyka, które aktywuje rozrusznik i umożliwia odpalenie samochodu. I tyle. Później samochód już jedzie. Mniej lub bardziej prosto, ale do celu. Nie jedzie na rozruszniku (bo szybko rozładowałby się nam akumulator) tylko na benzynie. Żeby osiągnąć cel potrzebujemy rozrusznika (motywacji), bez tego nie ruszymy z miejsca, ale żeby dojechać na miejsce niezbędne nam będzie paliwo (wytrwałość). Oczywiście to nie wystarczy. Potrzebna będzie jeszcze nawigacja, żeby nie zboczyć z trasy, potrzebny będzie feedback z punktów kontrolnych („czy dzieciaki wysikane?”) i tak dalej. W końcu, jak już dotrzemy na miejsce, trzeba się będzie upewnić, że to na pewno ten pensjonat, i dopełnić formalności. Jak widzisz, drogi Czytelniku, w całym tym procesie motywacja to tylko kilkusekundowy moment – być może nawet najważniejszy, ale bez pozostałych elementów nigdy nie znaleźlibyśmy się na wczasach. Innymi słowy, żeby dojechać na wczasy nie wystarczy wsiąść do auta i przekręcić kluczyk :).

A jak tą metaforę odnieść do biznesowej codzienności?

Po pierwszezawsze ustalaj cele – nigdy nie dotrzesz na miejsce jeśli nie będziesz wiedział gdzie chcesz jechać.

Po drugie – dokładnie określaj warunki – co chcę osiągnąć?, po czym poznam, że to osiągnąłem?, co muszę ze sobą zabrać w podróż? (co muszę dowieść).

Po trzecie – planuj – nie chodzi tu o precyzyjne, wielopoziomowe biznesplany. Chodzi o zwykłe ustalenie sekwencji zdarzeń: co muszę zrobić najpierw a co potem?, co w ogóle mam do zrobienia?, czego potrzebuję?, co mam?, a czego mi brakuje?, czy to jest właściwy czas?, czy stać mnie na to żeby czekać?

Po czwarte – przygotuj się na niespodzianki – czyli bądź gotowy wewnętrznie na to, że podróż będzie przebiegać inaczej niż to sobie zaplanowałeś – to, że rozpisałeś pierwszy postój na siku za 3 godziny, nie oznacza, że nie będziesz się musiał zatrzymać na stacji 200 m od domu!, po prostu bądź na to gotowy i nie przejmuj się jak się wydarzy.

Po piąte – zmotywuj się do działania – przekonaj samego siebie, że warto – jeśli nie przekonasz siebie, nie licz na to, że przekonasz kogokolwiek!, jeśli nie wierzysz, że Twój produkt jest najlepszy jak Twój klient ma w to uwierzyć?, jeśli nie jesteś na 100% pewny, że tego właśnie chcesz, po prostu tego nie rób! – zadaj sobie uczciwe pytanie o to czy tego właśnie chcesz – czy wolisz leżeć w przyjemnych okowach mrozu, pod pierzynką ze śnieżnego puchu, czy wolisz ruszyć dupę i iść do domu?! – to jest Twoja decyzja, nikt jej za Ciebie nie podejmie! – to właśnie ten moment – krytyczny moment powodzenia każdego przedsięwzięcia – Should I stay or should I go.

Po szóste – działaj – pamiętaj, że na samym rozruszniku nie da się nigdzie dojechać, że potrzeba paliwa. Dbaj o zasoby, dziel pracę, odbieraj zadania, organizuj kolejne etapy, reaguj na okoliczności, zmieniaj kurs, i nie zapominaj o celu.

 

Oczywiście, mógłbym w tym miejscu pisać o motywacji wewnętrznej, motywacji zewnętrznej, o procesach kierunkowania, o stanach redukcji pożądania, itp. – i być może kiedyś o tym napiszę 🙂 – ale tak na prawdę jeśli mówimy  o motywacji to musimy sobie zdać sprawę z dwóch kwestii: 1) że jest ona tylko maleńkim fragmentem całości działania, 2) że zależy ona tylko i wyłącznie od Ciebie – motywacja to iskra (potężna, ale krótkotrwała moc), którą odpala Twój organizm wtedy i tylko wtedy kiedy ma 100% pewność, że czegoś chcesz!

Categories: psychologia

Leave us a reply

Comments (2)

to-top