21 Kwi

Rób swoje, ryzyko jest Twoje.

(1)

Gdyby prowadzenie firmy nie było obarczone ryzykiem, każdy prowadziłby firmę” – to zdanie tylko po części jest prawdziwe. Ryzyko nie jest bowiem jedyną składową prowadzenia firmy, ale z całą pewnością jest jednym z najważniejszych elementów. Każdy początkujący przedsiębiorca „instynktownie” wyczuwa ten element, ale przygotowując się do rozruchu firmy, prawie każdy go zaniedbuje. Pytanie dlaczego tak się dzieje w samej swej istocie jest niezwykle intrygujące i chciałbym poświęcić mu przynajmniej jeden wpis, pozwalając sobie na analizę psychologiczną. Dzisiaj chcę się skupić „jedynie” na technicznym aspekcie ryzyka – przedstawić je jak każdą inną kategorię przygotowań do rozruchu firmy. Moją intencją jest „oswojenie” Was z tym pojęciem, tak byście na stałe wpisali je do swoich firmowych planów. A więc zaczynamy. Ryzyko jest obiektywne. Ryzyko zależy od prawdopodobieństwa wystąpienia pewnego zdarzenia. Nie zależy więc od tego jak my je postrzegamy, albo od tego jak widzą je inni. Prawdopodobieństwo zaistnienia jakiegoś zdarzenia po prostu sobie jest i tyle. To tak jak z zakładami Lotto – prawdopodobieństwo trafienia 6-tki w jednym zakładzie wynosi dokładnie 1:13 983 816 i nie ma znaczenia to co my o tym sądzimy. Jeśli będę uważał, i nawet będę o tym bardzo przekonany, że to prawdopodobieństwo wynosi 1:10 to nie zmieni to faktu, że ono wciąż wynosi nie mniej, nie więcej tylko równo: 1:13 983 816. Jeśli wszyscy razem (wszyscy udziałowcy, wspólnicy, partnerzy biznesowi) będziemy bardzo wierzyć w to, że jednak jest to 1:10 ono nadal będzie wynosić 1:13 983 816. Co z tego wynika? „Tylko” jedno – podejmować decyzje biznesowe w oparciu o rzeczywiste prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś zdarzenia, a nie w oparciu o swoje przypuszczenia (chciejstwo) w tym zakresie.

Ryzyko jest mierzalne. Można dokładnie policzyć czy coś się opłaca czy nie. Wiem, że może to dla Was brzmieć dziwnie, ale tak właśnie jest. Żeby to zrobić potrzebujemy dwie zmienne. Pierwsza to prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia, a druga to skutki (wielkość strat) jakie owo zdarzenie może za sobą przynieść (jeśli się ziści). Iloczyn tych dwóch zmiennych to właśnie miara ryzyka. Popatrzmy na prosty przykład. Mamy zakład A w którym prawdopodobieństwo przegranej wynosi 1:2 (np. rzut monetą – obstawiamy orła lub reszkę) oraz zakład B, w którym prawdopodobieństwo przegranej wynosi 5:6 (np. rzut kością do gry – obstawiamy jedną ściankę kostki z oczkami od 1 do 6). Do „zaryzykowania” mamy 10 zł, jeśli wygramy obstawiona przez nas kwota ulegnie podwojeniu, ale jeśli przegramy stracimy całą obstawioną kwotę. Który zakład bardziej się nam opłaca? Oczywiście pierwszy. Ryzyko w przypadku A wynosi 0,5x10zł=5zł, natomiast w przypadku B wynosi 0,833*10zł=8,33 zł, a więc możliwa strata w przypadku B jest wyższa niż w przypadku A, czyli przypadek A jest bezpieczniejszy od B. A teraz zmodyfikujemy trochę założenia, w przypadku A jeśli wygramy nadal otrzymamy 2 razy tyle co „zainwestowaliśmy” (max 20 zł), ale w przypadku B otrzymamy 6 razy tyle (max 60 zł). Czy teraz ryzyko uległo zmianie? Trudne pytanie, bo instynktownie czujemy, że teraz ten drugi zakład bardziej się opłaca, ale…, no właśnie – nadal zakład B jest bardziej ryzykowny niż zakład A. Jednakże w tym przypadku dostajemy na osłodę szansę większej wygranej. Innymi słowy – płacimy większym ryzykiem utraty inwestowanego kapitału za szansę uzyskania większej wygranej. Zauważcie, że napisałem „szansę uzyskania większej wygranej” a nie „większą szansę uzyskania wygranej”. To bardzo istotna różnica. W przypadku B szansa wygranej wynosi 1:6, a w przypadku A 1:2 – innymi słowy trzy razy trudniej wygrać w zakładzie B niż w zakładzie A. Ale też, w zmodyfikowanej wersji, w zakładzie B można wygrać trzy razy więcej niż w zakładzie A. Czyżby pod względem analizowanego ryzyka i możliwych zysków były to sytuacje tożsame? I tak, i nie. Matematycznie (rachunkowo) istotnie tak właśnie będzie – „rachunek zysków i strat” będzie tożsamy, ale na płaszczyźnie ryzyka wciąż zakład B będzie trzy razy bardziej „ryzykowny” od zakładu A. Wniosek – jeśli opłacalność dwóch zdarzeń jest identyczna, sensowniej wybrać to mniej ryzykowne, nawet jeśli konsekwencją miałaby być mniejsza maksymalna możliwa wygrana.

Ryzyko materializuje się w działaniu. Nie podejmując działania nie podejmujemy ryzyka. Jeśli miałbym do wyboru dwa zakłady, z powyższego przykładu, ale nie zdecydowałbym się na postawienie mojej dychy w żadnym z nich – nie podjąłbym ryzyka. Nie naraziłbym mojego kapitału na stratę, ale też nie pozwoliłbym mu wypracować zysków.

 

Rozumiecie już na czym polega prowadzenie firmy? No właśnie! – na znajdywaniu najbardziej optymalnego wyjścia pomiędzy dwoma przeciwstawnymi motywami. Z jednej strony mamy obowiązek ochrony kapitału, a z drugiej przymus jego pomnażania. Logicznie jest to sprzeczność – nie da się w 100% chronić kapitału i równocześnie go pomnażać, gdyż pomnażanie oznacza jego zainwestowanie w działalność obarczoną ryzykiem (prawdopodobieństwem utraty). Nie dajcie się zwieść „cudotwórcom”, którzy mówią „zysk bez ryzyka” – nie ma czegoś takiego.

No to jak zabrać się za liczenie? Od początku.

Po pierwsze. Podejmując decyzję o rozpoczęciu działalności gospodarczej musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy to co zamierzamy robić przyniesie nam oczekiwaną korzyść. Rozsądniej jest oczekiwać większej korzyści niż przy działaniu związanym z „brakiem ryzyka”. Trzeba więc ustalić jakiś punkt odniesienia. Dobrym, i stosunkowo łatwo aplikowalnym, punktem bazowym może być lokata bankowa. Standardowa lokata bankowa chroni nas przed utratą wartości kapitału (choć nie zawsze!, więc zawsze warto to sprawdzić) – czyli zysk netto (po odliczeniu „podatku Belki”) powinien być przynajmniej równy wskaźnikowi „inflacji” (GUS, wskaźnik wzrostu cen towarów i usług). Drugim punktem odniesienia powinno być to co realnie możemy zrobić z naszymi pozostałymi (poza kapitałem) zasobami – przykładowo może to być średnia płaca dla kogoś z naszymi kompetencjami, wiedzą i doświadczeniem. Wiemy ile możemy „dostać” bez ryzyka za nasz kapitał = zysk z lokaty, oraz ile możemy „dostać” bez większego 🙂 ryzyka za nasz czas = średnia płaca. Jeśli mamy rozpocząć działalność gospodarczą nasz zysk musi być wyższy od sumy zysku z kapitału (lokata) i z czasu (płaca). Gdyby był równy nie opłacałoby nam się angażować w biznes.

Po drugie. Przygotować biznesplan. Musimy dokładnie zbadać czy to co zamierzamy robić przyniesie nam zysk i w jakiej perspektywie czasowej. Czyli kiedy zaczniemy zarabiać na projekcie, licząc od momentu zrównoważenia (break even point).

Po trzecie. Bardzo dokładnie zlokalizować w naszym modelu biznesowym (najlepiej już na etapie budowania biznesplanu) obszary ryzyka. Przykładowo jeśli nasz biznes zależy do dostawców, to musimy oszacować (zbadać) ryzyko takich dostaw – na przykład poprzez dokładną obserwację tego co robi nasza konkurencja – jeśli ma opóźnienia w dostarczaniu swoich produktów, to być może winę za to ponoszą ich dostawcy. Zasadniczo ryzyko będzie się czaić na każdym kroku – czyli na każdym etapie biznesplanu, w każdej analizowanej kategorii. Poniżej kilka przykładów:

finansowanie – czy w umowie kredytowej są jakieś haczyki?, na przykład minimalny miesięczny przepływ przez konto?, a co jeśli w danym miesiącu nie będzie takich przepływów? – to jest ryzyko

­- personel skąd pewność, że pracownicy będą posiadać kompetencje, które założyliśmy w modelu?, a jeśli handlowiec będzie bez doświadczenia?, albo jego umiejętności interpersonalne będą bardzo niskie? – jak dużą wagę będzie to miało przy całym projekcie?, może wywalić nam cały biznes?

konkurencja – do czego może się posunąć?, do czego posuwała się w przeszłości?, a jeśli cena, jaką opracowaliśmy na podstawie analizy cen konkurencji okaże się nieadekwatna, bo nasza konkurencja w reakcji na nasze wejście na rynek obniży swoje ceny, to co wtedy? – jesteśmy na to gotowi?, mamy adekwatny plan działania?

klienci – czy będą się zachowywać tak jak przewidzieliśmy?, jaki założyliśmy margines błędu?, czy trafnie zdiagnozowaliśmy ich dotychczasowe zachowania zakupowe?, czy na pewno w swoich wyborach kierują się przede wszystkim ceną?, a może kluczowy jest kolor opakowania? – sprawdziliśmy to?, czy oszczędzaliśmy na badaniach – „by jak najwięcej środków przeznaczyć na biznes” – tak jakby badania nie były najważniejszym elementem biznesu 🙂

produkt – czy na pewno jest taki świetny?, czy został odpowiednio przetestowany?, a może nie sprzedawać go jako „wersji końcowej”, tylko właśnie jako „wersja beta” – i tym samym przenieść ciężar testowania na użytkowników w zamian za niższą cenę produktu; im bardziej innowacyjny produkt tym bardziej ryzykowny – po prostu jest taka zależność i już ;);

dystrybucja – czy nasz produkt może bezproblemowo dotrzeć do odbiorcy?, gdzie mogą się pojawić problemy?, jakie?, a co z opóźnieniami?;

reklamacje a co jeśli nasi klienci nie będą zadowoleni z produktu?, czy uwzględniliśmy zwroty w biznesplanie?, ile zwrotów?, 0,5%?, 1%, 5%? – jak to zbadaliśmy, czym sugerowaliśmy się czyniąc założenia?

Przygotowując taką analizę, dobrze jest posłużyć się jakąś strukturą kategorii żeby jak najmniej czynników pominąć. Osobiście polecam wykorzystanie do tego celu modelu SWAT, który w łatwy i przejrzysty sposób kategoryzuje nam zdarzenia. Trak czy inaczej, warto pamiętać, że poza czynnikami wewnętrznymi na który możemy mieć wpływ, na nasz biznes będą także oddziaływać czynniki zewnętrzne, na który będziemy mieć niewielki wpływ, albo nawet nie będziemy mieć żadnego wpływu.

Po czwarte. Zsumować wszystkie zagrożenia, wszystkie ryzyka, mając świadomość, że ryzyko w jednym elemencie oddziałuje na całość. Zakładając, że nasz biznes ma 20 obszarów ryzyk (z których nam udało się ogarnąć 10, o 5 wiemy, że istnieją choć nie potrafimy ich adekwatnie oszacować, a o 5 nawet nie wiemy, że istnieją) i każdy z tych obszarów generuje ryzyko na poziomie 0,01 (1%, czyli niewielkie) czyli prawdopodobieństwo sukcesu na poziomie 0,99 (99%) to łączne prawdopodobieństwo sukcesu wyniesie już tylko 0,817, czyli ryzyko będzie równe prawie 20%. A więc szanse powodzenia to „tylko” 4/5, choć każdy z obszarów ryzyka wydawał się niewielki.

Po piąte. Mamy za sobą proste matematyczne oszacowanie ryzyk, rozumianych na razie bardziej jako prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń negatywnych. Czas na przypisanie im wag. Czyli powtórne przeanalizowanie całego modelu biznesowego w oparciu o to jaki skutek na nasze przedsięwzięcie wywrze dane zdarzenie jeśli się spełni. To bardzo ważny element szacowania ryzyka bowiem nie wszystkie zdarzenia mają taką samą siłę oddziaływania. Są zdarzenia stosunkowo bardzo prawdopodobne, ale o niewielkiej sile oddziaływania (np. opóźnienie dostawy), oraz bardzo mało prawdopodobne, ale za to o ogromnej sile oddziaływania (np. załamanie rynku na którym działamy). Żeby to ogarnąć najlepiej przygotować sobie macierz. Z jednej strony będziemy mieć prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia (narastająco), a z drugiej wpływ (waga) danego zdarzenia. W ten sposób łatwiej nam będzie zobaczyć jakie ryzyka dotyczą prowadzenia naszego biznesu, a co za tym idzie łatwiej nam będzie przygotować się na wystąpienie każdego z nich.

Po szóste. Być gotowym na ryzyko. Czyli z jednej strony je akceptować na płaszczyźnie czysto psychicznej (bez tego zadręczysz się na śmierć i nic nie osiągniesz), a z drugiej przygotować się na wystąpienie owych zdarzeń celem minimalizacji wpływu. Dobrą strategią jest tu znana od wieków zasada dywersyfikacji, która znajduje odzwierciedlenie w ludowym porzekadle o tym, „by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka” (tak akurat na czasie :)), ale opisywanie jej w tym poście zagmatwałoby temat już całkowicie :).

 

Podsumowując. Jeśli chcesz być przedsiębiorcą – bądź przedsiębiorcą świadomym. Świadomym ryzyka. Wiem, że tylko liznąłem temat. Jest mnóstwo literatury, z której większość to pozycje napisane bardzo skomplikowanym językiem. Nie twierdzę, że mój post jest napisany prosto, bo choć miałem taką intencję, to jak go teraz czytam (przed publikacją) to mam świadomość, że się z moją intencją bardzo po drodze rozeszliśmy. Oczywiście jak zawsze bardzo liczę na Wasze komentarze i maile. Macie różne doświadczenia praktyczne, które zebrane w jednym miejscu mogą się okazać bardzo przydatne dla wszystkich. Ja ze swojej strony chciałbym byście z całego wpisu wynieśli przynajmniej jedno – że prowadzenie firmy jest zajęciem ryzykownym, ale równocześnie, że to ryzyko można mierzyć, a poniekąd nawet kontrolować.

Categories: firma

Leave us a reply

to-top