Rzecz o pewności… siebie?

Pe­wien młodzieniec za­pytał Mo­zar­ta, jak skom­po­nować sym­fo­nię. Od­parł, że jest jeszcze zbyt młody i po­radził mu zacząć od ballad.

– Ale pan kom­po­nował sym­fo­nie mając 10 lat! – zap­ro­tes­to­wał młodzieniec.

– To praw­da, lecz ja ni­kogo nie py­tałem, jak się to ro­bi – od­parł Mo­zart.

Tą anegdotkę zapamiętałem sobie bardzo dawno temu, prawdopodobnie jeszcze w ubiegłym tysiącleciu… i na każdym etapie mojej nauki i rozwoju inspirowała mnie i wciąż inspiruje. Czy tylko geniusza stać na pewność siebie, czy może to z pewności siebie powstają geniusze?

Co sprawia, że są wśród nas osoby, w danej materii lepsze od innych? Znakomici muzycy, ponadczasowi poeci, wielcy odkrywcy. Każdy z nas nie raz spotkał na swojej drodze geniusza (tudzież choćby geeka). Kucharza, który ugotował zwykłą grochówkę w taki sposób, że jej konsumpcja była przeżyciem mistycznym. Nauczyciela, który zawiłe pojęcie przedstawił tak jasno, że najsłabszy uczeń w klasie pojął wszystko w lot. Mechanika, który w kilka sekund rozwikłał zagadkę usterki w Alfa Romeo (no dobrze, poniosło mnie). Tak, spotykamy takich ludzi znacznie częściej niż nam się wydaje, kiedy świadomie się nad tym zastanawiamy. Są ludzie, na których wystarczy popatrzeć i już wiadomo, że „to jest ten gość co wie”. Z ich oczu bije „pewność siebie”. I właśnie o tej „pewności siebie” chciałbym dziś powiedzieć parę słów. A konkretnie o tym jako rozróżnić „pewność siebie” od arogancji.

Pewną wskazówkę daje nam słownik języka polskiego: „arogancja – zuchwała pewność siebie połączona z lekceważeniem innych”. No ale czyż bycie „pewnym siebie” samo w sobie nie jest zuchwałością? Jak można być pewnym siebie w sposób nie zuchwały? I znów słownik podpowiada nam że „zuchwały = zbyt pewny siebie”. Czyli, że co?, że arogancja to zbyt pewna siebie pewność siebie połączona z lekceważeniem innych? No nie, słownikowo jednak daleko nie zajedziemy. Trzeba od innej strony.

Spróbujmy bardziej psychologicznie. Kluczowe tu będzie zupełnie inne pojęcie – „poczucie własnej wartości”. „Poczucie własnej wartości” to nic innego jako przekonanie, albo raczej zbiór przekonań na własny temat, kształtujących nasze postrzeganie siebie jako istoty. Czy jesteśmy wolni, niezależni, czy mamy moc sprawczą, czy możemy coś zmienić, stworzyć, zrobić, czy mamy wpływ na swoje życie i w jakim stopniu. Ale także to, czy akceptujemy siebie, czy jest nam ze sobą dobrze, i czy czujemy się fajnie będąc tym kim jesteśmy. Dzisiejsze mass-media karmią nas wynaturzonymi obrazami fikcyjnych postaci: „uczciwy polityk”, „rzetelny dziennikarz”, „uczynny urzędnik”. W filmie i powieściach szukamy superbohaterów o nienagannej fizjonomii, ponad-naturalnych mocach, czy nieograniczonych zasobach finansowych (taki Batman na przykład, czy inny Ironman). Budujemy sobie wyidealizowany obraz świata i zamieszkujących go istot a następnie konfrontujemy go z brutalną rzeczywistością. „Po co mam chodzić na siłownię jak i tak nigdy nie będę tak silny jak Pudzianowski?”. „Po co mam się odchudzać jak i tak nigdy nie będę wyglądała jak Jessica Alba?”. „Po co mam się uczyć skoro i tak nie wymyślę nic na miarę teorii względności?”. Lepiej więc zostanę byle jakim, nic nie znaczącym człowiekiem, który budzi się tylko po to by iść do pracy, a przychodzi z niej tylko po to by polegnąć w błogim zmęczeniu? No właśnie. Tak się kończą rozważania o szukaniu własnej wartości na zewnątrz siebie :). Choć już przewrotnie sama nazwa pojęcia powinna zasugerować, że rozwiązania należy szukać w sobie. Czy mogę być jutro lepszy w jakiejkolwiek dziedzinie niż jestem dzisiaj? Jeśli dziś znam 15 angielskich słówek, a jutro nauczę się jednego to będę lepiej znał angielski niż dziś? TAK! Jeśli zrobisz cokolwiek będziesz lepszy od tego co nie zrobił nic.

No to wróćmy do tej pewności siebie. Skąd się ona bierze? No właśnie tylko i wyłącznie z poczucia własnej wartości – wiem ile jestem wart. Wiem, bo się sprawdziłem. Wiem, bo jestem ze sobą cały czas i widzę, że dziś jestem lepszy niż byłem wczoraj i wiem, że jutro będę lepszy niż jestem dzisiaj. Nie interesują mnie oceny innych ludzi – interesuje mnie ocena tylko jednego człowieka – mnie samego. To jak widzą mnie inni zależy od bardzo wielu czynników, na które nie mam wpływu – choćby od tego jakimi oni są ludźmi. To jak widzę samego siebie – zależy tylko ode mnie. Jeśli się sam ze sobą umówiłem wczoraj, że dziś przebiegnę 2 km, to sam będę wiedział czy przebiegłem czy nie, czy oszukiwałem czy dałem z siebie maksa – przed sobą nie muszę udawać, bo i tak sam siebie nie oszukam. Moja pewność siebie płynie więc stąd, że wiem. Wiem kim jestem i na co mnie stać dzisiaj, i wiem kim będę w przyszłości i na co będzie mnie stać wtedy!

A arogancja? Ona jest wtedy kiedy nie wiem ile jestem wart, ale bardzo chcę by ludzie wokół myśleli, że dużo. Arogancja jest wtedy kiedy zamiast mówić krzyczę, bo wierzę, że w ten sposób zagłuszę tych co wiedzą ile na prawdę jestem wart. Arogancja jest wtedy kiedy, żeby pokazać własną wartość muszę obniżyć wartość innego człowieka, by przez regułę kontrastu, moja własna wartość wydała się obserwatorom, bardziej wartościowa. Arogancja jest rozpaczliwym wołaniem do własnego wnętrza, że jest się wartościowym, podczas gdy samemu się w to nie wierzy.

Innymi słowy arogancja jest zaprzeczeniem pewności siebie, jest drugim końcem tego samego kontinuum.

A czy Mozart, z tej anegdotki na początku jest arogancki, czy pewny siebie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *