14 Lut

START UP POLSKA – edukacja / innowacja

(0)

Witajcie w kraju opływającym w magistrów. Do wyboru do koloru. Humaniści, specjaliści, alpiniści, onan… No dobra, wystarczy. Rokrocznie „wyświęcanych” jest tyle doktorów ile 10 lat temu „święcono” magistrów. Czyżby więc dzisiejszy doktor to to samo co niegdysiejszy magister? A jakie to ma znacznie? Jakie znacznie również ma to, że właściwie nikt już nie kształci robotników? Mamy za to gimnazjalistów. Ojej! Totalna degrengolada. Zdobywanie wykształcenia w dzisiejszym systemie edukacyjnym nie ma już żadnego sensu. Z resztą nigdy specjalnie nie miało. „System edukacji” został stworzony po to by kształcić „wykwalifikowanych robotników” by nie psuli (za bardzo) maszyn w manufakturach a następnie (bardziej skomplikowanych) w fabrykach. Wcześniej nauki pobierali tylko ci, którzy byli bajecznie bogaci (szlachta, możnowładztwo) oraz wyjątkowo uzdolnieni (stypendia). Czy przymus szkolny sprawił, że ludzie są mądrzejsi? Raczej nie – stosunek wybitnych naukowców do ogółu populacji z roku na rok się zmniejsza. Nauka wprawdzie wciąż się rozwija, ale nie dzięki „masom” tylko dzięki tym „bajecznie bogatym” oraz „wyjątkowo uzdolnionym”. Poza „iluzją powszechnej szczęśliwości edukacyjnej” nic się więc nie zmieniło.

 

Zdrowe zasady. Przede wszystkim – nie przeszkadzać! To zasada nadrzędna. Jesteśmy genetycznie zaprogramowani do rozwoju. Sami szukamy informacji. Wszystko nas ciekawi. Potrafimy zrozumieć prawie każdą zawiłość. Słuchamy mądrzejszych od siebie, ale przede wszystkim eksperymentujemy. Nie boimy się podważać ani „zastanych prawd” ani „autorytetów”. Nie ma dla nas żadnych „świętości naukowych” liczy się tylko prawda. Nasze mózgi potrafią analizować i zapamiętywać TeraBajty danych. A potem idziemy do szkoły… Stłoczenie kilkudziesięciu indywiduów w małej, niewietrzonej sali, na kilka godzin dziennie. Odgórnie ustalone interwały – 45 minut „lekcji” + 5 minut „przerwy”. W czasie „lekcji” trzeba być cicho, można się odzywać tylko wtedy kiedy „nauczyciel” udzieli głosu i można mówić „tylko na temat” – czyli tylko i wyłącznie to co „nauczyciel” spodziewa się usłyszeć. A sam nauczyciel spodziewać się może tylko i wyłącznie tego co zapisano w „podstawie programowej”. Nie ma czasu na wątpliwości na rozmowy, na dywagacje. Jest tylko program. On jest najważniejszy. I jest cel. Zdać test. Test, który sprawdza zdolność do rozwiązywania testów. Nic więcej. Brawo. Podstawówka, gimnazjum, liceum, licencjat, magisterium i…. Mamy obywatela z wypranym mózgiem. Szczęśliwego gdy uda mu się zdobyć pracę z minimalnym wynagrodzeniem i utrzymać owo minimalne wynagrodzenie, aż do śmierci, bo do emerytury nie ma szans dożyć. A wystarczyło nie przeszkadzać! Każdy sam rozwinąłby się swoją ścieżką. Swoją, a nie „państwową”. Rynek nagradzałby tych, którzy robią to co potrzebuje rynek. A uniwersalność samo-wykształcenia zapewniłaby elastyczność. Dziś pracuję na etacie, jutro prowadzę firmę, pojutrze tworzę nowy projekt, a potem znów na etacie lub zakładam kolejną firmę. Żyję i korzystam ze swojego mózgu – tak jak chciała tego natura – a nie minister edukacji. Utopia? Czyżby?! To zastanów się co dała Tobie i Twoim bliskim powszechna i obowiązkowa edukacja. Czy nie nauczyłbyś się pisać i czytać bez tego? A może wszystkiego czego na prawdę potrzebujesz do życia nauczyłeś się niezależnie od szkoły? Nie musisz odpowiadać na forum :).

 

Finansowanie. Oczywiście to nie tak, że uważam edukację za „ostateczne zło” :), za takowe uważam jedynie „system edukacyjny”. Mnóstwo nauczycieli, w szkołach i na uczelniach robi na prawdę dobrą robotę. Poświęcając swój czas by realizować swoją pasję jaką jest otwieranie przed młodymi ludźmi wielkiego świata nauki i mądrości. Sam miałem to szczęście, że na takich ludzi trafiłem. Głównie na studiach, ale zdarzali się i w podstawówce i w liceum. Łatwo było ich rozpoznać. Nie zależało im na moich ocenach, ale za to zawsze byli otwarci na moje pytania i wątpliwości. Nie dawali gotowych odpowiedzi. Wskazywali literaturę, pokazywali różne teorie. Zawsze powtarzali, że nic nie jest na 100%, że zawsze trzeba szukać, że trzeba robić wszystko by zbliżyć się do prawdy, mając świadomość, że nigdy się jej nie osiągnie. W sumie bardziej byli „przewodnikami” niż „nauczycielami” w potocznym rozumieniu tego słowa. Zapewne każdy z Was spotkał takich ludzi na swojej drodze. I według mnie tak właśnie powinna wyglądać edukacja. Jako stwarzanie możliwości a nie przymusu.

Planując podział środków publicznych (z podatków – minimalnych) powinno się zwrócić uwagę na trzy kwestie. Po pierwsze, wyznaczenie standardów i ich pilnowanie – tak by matura to była matura, by magisterium uzyskiwali tylko naukowcy (wszak to tytuł naukowy), a na profesorów byli mianowani tylko najwybitniejsi z nich. Państwo powinno być w tym zakresie gwarantem jakości. Po drugie, edukacja podstawowa (nieobowiązkowa!) powinna obejmować zagadnienia związane z przeżyciem w dzisiejszym (aktualizowanym co rok) środowisku. Ruch drogowy, obsługa windy i innych urządzeń, komunikowanie potrzeb, poruszanie się w Internecie. Rozumienie słowa pisanego i mówionego. Podstawy ekonomii i finansów. Wprowadzenie do prawa. Historia. Wszystko dostosowane do możliwości odbiorców. W małych grupach – tak by nauczyciel miał czas dla każdego ucznia. Po trzecie, edukacja urzędników państwowych w tym także: policjantów, prokuratorów, sędziów, wojskowych, etc. Oczywiście nie na zasadzie „przechowalni dla swoich” tylko profesjonalizacji służb urzędniczych. Do takich szkół mogliby się dostawać jedynie najlepsi absolwenci szkół powszechnych (głównie prywatnych), niekarani, o nienagannej opinii, na podstawie rzetelnego i jawnego (!) audytu społecznego.

 

Główny ciężar edukacyjny dzieci i młodzieży powinni ponosić rodzice i opiekunowie. W tym celu Państwo musi zostawić im pieniądze w kieszeniach, by ci mogli korzystać z szerokiej oferty edukacyjnej – zarówno państwowej (zajęć fakultatywnych w szkołach powinno być przynajmniej tyle samo co zajęć programowych) jak i prywatnej (tej, powinno być zdecydowanie więcej). Prywatna szkoła nie będzie się kojarzyć z dziadostwem dla bogaczy. Silna walka konkurencyjna sprawi, że tych „tanich szkół dla mało-uzdolnionych” będzie tyle ile potrzeba, ale o wysokie czesne będą walczyć tylko te, które będą miały wysoką renomę. To nie są pobożne życzenia, ale zwykła kolej rzeczy. Dobre szkoły same będą dbać o swoich uczniów, by Ci nie tylko wysoko zdawali testy, ale by dostawali się na upragnione uczelnie i osiągali sukces. W końcu sukces podopiecznych będzie najlepszą rekomendacją dla przyszłych uczniów. Prosty mechanizm rynkowy.

 

No i wreszcie – stypendia – dla tych najlepszych, najbardziej uzdolnionych, dla tych którzy rozwiną naukę, wprowadzą innowację – zmienią świat. Finansowaniem stypendiów powinien zająć się głównie rynek, prywatne inicjatywy, konsorcja firm, które dzięki innowacji mogą najwięcej zyskać, zarobić. Czy „państwo”, jako szczególna „spółka” wszystkich obywateli, też może się angażować w rozwój nauki? Moim zdaniem tak, ale jedynie na zasadzie dobrowolności – dodatkowej daniny – ustalanej w drodze referendum, na konkretny projekt, z konkretnymi osobami (managerami), które będą ponosić osobistą (także finansową) odpowiedzialność za realizację projektu i za powierzone środki. Siłą rzeczy – takim managerami – będą musieli zostawać najlepsi, i najbardziej doświadczeni – bo za ich błędy nie zapłaci naród (jak ma to miejsce obecnie) tylko oni sami, z własnych środków. Z drugiej strony, stypendyści będą zobowiązani do pracy na rzecz Polski tak długo, aż spłacą „zaciągnięty od społeczeństwa dług”. Jak to jest teraz – każdy widzi. Lekarze, ci najzdolniejsi, tuż po zakończeniu edukacji na koszt całego społeczeństwa, wyjeżdżają sobie za granicę i tam zarabiają godziwie, śmiejąc się z frajerów (nas wszystkich), którzy im ten rozwój finansowali. Podobnie rzecz się ma z innymi zawodami. Polska kształci a korzystają inni. „Na szczęście” nie jest to wielki problem, bo jak zaznaczyłem na wstępie aktualny „system edukacji” wypuszcza na rynek „automaty z wypranymi mózgami” a nie naukowców z prawdziwego zdarzenia. Tak więc, ci co wyjeżdżają i zarabiają na swoich umiejętnościach to ci, którzy wszystko zawdzięczają wyłącznie sobie. Wszystko za wyjątkiem „papierka”. Za papierek zapłacił naród.

 

Rozwój dzięki innowacji. Cokolwiek by nie napisać będzie to banałem. Tak, rozwój może się odbywać jedynie dzięki innowacji. Ulepszaniu, poprawianiu, upraszczaniu, odkrywaniu. Dlaczego importujemy produkty wysokich technologii a eksportujemy surowce i efekty niewolniczej pracy? Bo należymy do kategorii państw wytwórczych. Nie zależy nam na rozwoju. Mamy swoją „niszę”, zadomowiliśmy się w niej i jest na tutaj wygodnie. Bylejakość jest dla nas standardem. Dlaczego te same środki piorące w Niemczech są wydajniejsze, bardziej ekologiczne i co najważniejsze – tańsze. Bo Niemcom nie wystarcza bylejakość. Nigdy im nie wystarczała. Nawet Chińczycy jeśli już produkują tanią tandetę to na eksport – i robią to tylko dlatego, że kraje docelowe takiej taniej tandety oczekują! U siebie, Chiny inwestują w innowacje, w naukę. Ściągają na swoje uczelnie noblistów, ze wszystkich dziedzin. Płacą im tak dobrze, że oni ani myślą jechać z wykładami gdziekolwiek indziej. A na ich wykłady przychodzą tłumy najbardziej uzdolnionych młodych Chińczyków. Przykładów na świecie jest bardzo dużo – od Wschodu po Zachód i od Południa po Północ.

Polska nie musi importować „mózgów” – ma ich aż nadto u siebie. Tylko nie potrafi z nich korzystać. Mnóstwo energii idzie w „optymalizację podatkową” i walkę z bezdusznym aparatem biurokracji. I jest to walka nie o rozwój tylko o przetrwanie.

Więc co można zrobić. Znów – nie przeszkadzać – nie dławić podatkami i regulacjami. Zminimalizować represyjność dla biznesu. Zamiast „ściągać” obcy kapitał – pozwolić działać rodzimemu. Zezwolić na mariaż nauki z biznesem. To wszystko. Nie przeszkadzać!

 

ZADANIE NA DZIŚ. Wyjdź dziś z domu. Idź na spacer. Rozejrzyj się wokół. Tyle tu interesujących rzeczy i zjawisk. Jak to się dzieje, że samochód jedzie? Dlaczego samolot utrzymuje się w powietrzu? Czemu słońce „wschodzi” na wschodzie? Dlaczego bańka mydlana puszczona na mrozie leci do góry zamiast spaść od razu na ziemię? Wybierz dowolne zjawisko, spośród tych, które Cię zachwyciły i zrób wszystko by zgłębić temat. Nie zadowalaj się Internetem. Znajdź literaturę. Jeśli nie zrozumiesz tego co napisali znajdź autora albo jakiegoś innego specjalistę w tej dziedzinie i zadaj mu pytania – napisz maile, zadzwoń, albo umów się na uczelni, na której wykłada. Idź na wykład – wbij się na salę i wysłuchaj – a po wykładzie podjedź i zadawaj pytania. Aż zrozumiesz. Do końca. Dokąd się da.

Categories: polityka

Leave us a reply

Comments (0)

to-top