6 Sty

START UP POLSKA – „służba zdrowia”

(3)

Jak to mówią niektórzy: „ani służba, ani zdrowia”. Coś w tym jest. Jak to możliwe by blisko 68 miliardów (68 000 milionów, 68 000 000 000) złotych zapisanych na służbę zdrowia (z NFZu 63,5 mld + 4 mld z budżetu) w 2014 było jedynie „kroplą w morzu potrzeb” jak przekonują niektórzy lekarze (ci „medialni”) i wielu polityków. Na Zeusa! 68 miliardów to mało?! Przecież to prawie 2000 zł na osobę wliczając noworodki i starców! W przeliczeniu „na lekarza” to aż 562 tyś zł! Mało?! Dlaczego na zabieg artroskopowej resekcji łękotki w „państwowej służbie zdrowia” czeka się 3 (słownie: TRZY) lata, znosząc ból i narażając się na dodatkowe uszkodzenia, nie mówiąc już o znaczącym zmniejszeniu produktywności, bądź nawet wyłączeniu z produkcji (niektóre zawody wymagają by pracownik mógł się poruszać!), podczas gdy w prywatnej klinice taki zabieg nie kosztuje więcej niż 4000 zł i można go zrobić „od ręki” (około 2 – słownie DWA – tygodnie oczekiwania). Przecież w tym czasie (3 lata) statystyczny Polak (z noworodkami i starcami włącznie) „zapłaci” na rzecz służby zdrowia blisko 6 tyś zł – czyli o 50% więcej!

Niegospodarność. To słowo kluczowe. Skro coś jest „nasze wspólne” to de facto jest niczyje. Po co mam się troszczyć o koszty? – to przecież nie mój problem – tylko tych z góry! – mówi lekarz. A ci z góry? No cóż, oni też mają wiele problemów – z których główny polega na tym, by dobrze wypadać w TV i wygrać kolejne wybory! A pieniądze?! No cóż, skoro tyle to musi kosztować to niech kosztuje – nie można przecież oszczędzać na zdrowiu – mówią ci z góry. Demagogia. Demagogia, która wylewa się z mediów każdego dnia. „Skro jest fatalnie to widocznie tak być musi”. Nie musi! Być może „zwykły Kowalski” nie ma takiej wiedzy i umiejętności jak minister zdrowia, czy prezes NFZu, być może nie zna się na wielu jakże niezwykle „skomplikowanych kwestiach natury medyczno-organizacyjnej”. Ale z całą pewnością zna się na swoim portfelu i wie, że gdyby te pieniądze (2000 zł rocznie x 4 osobowa rodzina = 8000 zł) zostawić do jego dyspozycji zaopiekowałby się nimi znacznie efektywniej niż „ci wszyscy na górze”.

Ubezpieczenie. Dlaczego OC za auto choć obowiązkowe, każdy płaci do innego towarzystwa ubezpieczeniowego (TU)? Czemu państwo nie wpadło na taki sam pomysł jak z NFZ, czyli nie stworzyło jednego obowiązkowego ubezpieczyciela państwowego do polis OC „dla samochodów”? To proste – bo gdyby takiego ubezpieczyciela stworzyło to bardzo szybko musiało by do niego dopłacać z budżetu, a składki OC – choć równe dla wszystkich – byłyby kilka razy wyższe niż obecnie w najdroższym TU. Należałoby przecież opłacić dyrektorów, asystentów, sekretarki, urzędników wszelakich szczebli. Następnie zbudować siedziby i płacić za ich eksploatację wielokrotność stawki rynkowej. Później zakupić ciasteczka, kawę, herbatę i cukier – no i na wypłatę odszkodowań kasy by już nie było. A klienci? No cóż, nie mieliby wyboru – nie mogliby „zagłosować nogami” i przenieść swoich pieniędzy (opłat za polisę) do innego, konkurencyjnego TU – musieli by płacić i płakać. Zupełnie tak jak teraz to robią w kontekście „darmowej, publicznej służby zdrowia”. OC to jedno, ale znacznie lepszą metaforą jest AC. Dlaczego? Bo to opłata dobrowolna – nikt jeszcze nie wpadł na pomysł by była obowiązkowa :). Nieobowiązkowa a płacą – niewiarygodne! – i co ciekawe nie zawsze wybierają najtańszą, często kierują się także tym co mogą dostać w zamian – w przypadku stłuczki, czy innego uszkodzenia. A TU? – nagradzają tych kierowców, którzy nie mają stłuczek niższą ceną polisy przy tym samym poziomie ochrony. Jeśli kierowca bardziej dba o auto i jeździ ostrożniej – płaci mniej za wysoką ochronę. I to działa! Wszystkim się opłaca – win-win. A gdyby tak wprowadzić ten model do „służby zdrowia”?Jeśli nie opłacasz sobie polisy ZC („zdrowie casco”) to jak będziesz chory, lub jak będziesz potrzebował opieki medycznej zapłacisz bezpośrednio. Tak samo jak płaci część kierowców w przypadku stłuczki jeśli nie ma wykupionego AC. Jeśli natomiast wykupisz sobie ZC, po pierwsze będziesz miał możliwość zrobienia tego w TU, które zaproponuje Ci najlepsze warunki. Po drugie poziom ochrony będzie dostosowany do Twojego stanu zdrowia. Zarówno Ty jak i TU będziecie zainteresowani rzetelnymi „badaniami technicznymi” na podstawie których będzie określane prawdopodobieństwo zachorowania na poszczególne choroby. Będzie to też dla Ciebie informacja zwrotna – jak dbać o zdrowie by płacić mniej za polisę przy tym samym poziomie ochrony. W ten sposób wszystkie „programy profilaktyczne” stracą rację bytu – nie trzeba będzie wydawać miliardów z budżetu na przekonywanie ludzi do pewnych zachowań – bo sami szybko odkryją, że bycie zdrowym się opłaca – finansowo. A palacze – no cóż, z ceny papierosów trzeba będzie wyrugować „podatek na leczenie”, a więc ceny paczek pójdą drastycznie w dół. Ale równocześnie, każdy palacz zgłaszając się do TU będzie miał „zwyżkę za palenie” i sam będzie musiał zdecydować – czy ten nałóg jest tego warty czy nie. To jego zdrowie i jego pieniądze. Nikomu nic do tego.

Najbiedniejsi. No właśnie – a co z nimi? Każdy populistyczny polityk zawsze używa takich właśnie kart, mówi – „mogło by być normalnie, no ale musimy się troszczyć o najbiedniejszych – nie ma więc innej możliwości”. Otóż są inne możliwości. Po pierwsze powrót do normalności spowoduje, że Państwo będzie zabierać znacznie mniej pieniędzy, czego konsekwencją będzie to, że więcej pieniędzy zostanie w portfelach obywateli. A skoro tak, siłą rzeczy, poziom biedy automatycznie się zmniejszy. Po drugie jeśli zostawimy ludziom pieniądze i złożymy ich los w ich ręce – wyeliminujemy (a przynajmniej znacząco ograniczymy) wszechobecny aktualnie syndrom wyuczonej bezradności. Każdy z nas jest genetycznie predestynowany do tego by się o siebie troszczyć, niestety aktualne rządy bardzo skutecznie blokują tą skłonność. Popatrzmy na łabędzie. Od milionów lat świetnie sobie radziły z pobieraniem pokarmu. Ale pewnego dnia ludzie zaczęli je „dokarmiać” – i jak się to skończyło? Teraz jak człowiek nie przyjdzie z okruszkami, łąbądki gremialnie umierają z głodu. Tak działa syndrom wyuczonej bezradności. Rząd Millera „zauważył”, że w szkołach głodują dzieci. Wprowadził więc program „dożywania dzieci w szkołach”. I co się stało? Liczba głodujących dzieci lawinowo zaczęła… ROSNĄĆ!. Dlaczego? No nic w tym dziwnego, rodzice bardzo szybko i poniekąd słusznie uznali, że skoro to szkoła ma dożywiać dzieci, na co między innymi idą ich podatki, to oni już nie muszą swoich dzieci dożywiać w domach. Proste? I logiczne! Po trzecie altruizm. Tak, tak, jako istoty społeczne mamy wprogramowaną taką opcję. Chętnie i zupełnie bezinteresownie (choć ta „bezinteresowność” zależy od aparatu pojęciowego, którego się używa w dyskusji) pomagamy innym przedstawicielom naszego gatunku i nawet nie tylko naszego. Pomimo, że Państwo zabiera nam prawie wszystkie wypracowane przez nas pieniądze, i tak każdy z nas od czasu do czasu znajduje w portfelu „parę grosików” by wspomóc innych bezpośrednio, bądź za pośrednictwem powołanych do tego instytucji („prywatnych”). Tak więc, nie trzeba mieć wybujałej wyobraźni by sobie wyobrazić, że kiedy tych pieniędzy w naszych portfelach zostanie znacznie więcej to będziemy wspierać innych znacznie hojniej niż teraz.

Placówki medyczne. A jak wyglądałyby te zmiany z perspektywy szpitali i innych „państwowych” placówek medycznych? Normalnie, po prosu musiałby pojąć, że pieniądze będą do nich płynąć wtedy i tylko wtedy kiedy będą świadczyć usługi na wysokim poziomie przy zachowaniu racjonalnego poziomu cen. Zarobki lekarzy i dyrektorów placówek będą ustalane na podstawie ich i wiedzy i umiejętności a nie na podstawie odgórnych dyrektyw. Tak jak w każdej innej wolno-rynkowej dziedzinie gospodarki. Często w tym kontekście pojawiają się głosy odnośnie wysoko-specjalistycznych usług medycznych, które są na tyle drogie, że „sektor prywatny” w niego nie inwestuje. Owszem, nie inwestuje – dzisiaj – bo jest tylko „dodatkiem” do „darmowej służby zdrowia”. To raz, a dwa – należy uznać, ten segment usług medycznych, za element innowacyjności – modnego, acz zupełnie opacznie rozumianego pojęcia, któremu poświęcę osobny wpis. Straszenie wyborców tym, że jak nie będzie „darmowej służby zdrowia” to „zwykli ludzie” nie będą mieć dostępu do owych usług to również czysta demagogia. Po pierwsze w tej chwili też nie mają – 3 lata czekania na innowacyjne procedury to ponury żart, to jest już aż tak tragiczne, że wprost śmieszne – niestety jest to śmiech przez łzy. Po drugie ta cała innowacyjność opiera się aktualnie jedynie na kopiowaniu rozwiązań zagranicznych – bo decydenci wciąż posługują się schematem, że jak coś jest zagraniczne to jest lepsze. Więc nasi naukowcy-innowatorzy chcąc rozwijać medycynę – muszą to robić na emigracji. A po trzecie wszechobecna korupcja i tak czyni dostęp do tych usług możliwym jedynie dla „garstki wybranych”. Tak więc z perspektywy „zwykłego Kowalskiego” gdyby cała służba zdrowia stała się prywatna, a pieniądze zostały w portfelach owych Kowalskich, jedyną grupką narzekaczy byliby ci, którzy dziś dzięki takiemu systemowi żyją jak „pączki w maśle”. Jest jeszcze po czwarte – ongiś mówiono, że jeśli sklepy będą prywatne – to już nawet tego octu i kaszanki się nie dostanie – i co? Jakoś jest i ocet, i kaszanka…

 

 

ZADANIE NA DZIŚ. Zacznij dbać o zdrowie. Swoje i najbliższych. Pamiętaj – chorując – obciążasz budżet państwa :). A tak na poważnie – jeśli Ty nie zadbasz o swoje zdrowie nikt tego za Ciebie nie zrobi. Ale po kolei. Przygotuj plan. Zrób podstawową diagnostykę. Określ obszary wymagające interwencji – może masz cukrzycę i nawet o tym nie wiesz?! A może anemię? Przemyśl swoją dietę. Czy na pewno zdrowo się odżywiasz? Pamiętaj, że zdrowo nie musi oznaczać drogo. Czy uprawiasz jakiś sport?, masz jakąś aktywność ruchową? A może wprowadzisz w swojej Rodzinie nowy zwyczaj – codziennie, bez względu na pogodę – 30 minutowy spacer (chciałoby się powiedzieć „na świeżym powietrzu”, ale muszę się ugryźć w język, bo nie wszędzie jest świeże – tak czy inaczej ruch to ruch). A może wykupisz dla siebie karnet na siłownię? Zadbasz o wagę? Rzucisz palenie? Nieważne od czego zaczniesz – ważne byś opracował plan adekwatny do Twoich możliwości i konsekwentnie, nawet „małymi kroczkami” zaczął go realizować. W ten sposób to Ty, a nie Państwo, będziesz troszczył się o swoje zdrowie.

Categories: polityka

Leave us a reply

to-top