2 Sty

START UP POLSKA – założenia

(0)

Zbliżają się wybory. Dużo wyborów. Europejskie, parlamentarne, samorządowe. Znów zdecydujemy o naszej przyszłości i teraźniejszości. Zakładając, że mamy realny wpływ na to co wybierzemy (choć nie do końca mamy – stąd konieczność takiego optymistycznego założenia), powinniśmy przynajmniej zastanowić się nad tym co będzie dla nas dobre, najlepsze. Dla nas – jako Narodu, Społeczności, Rodziny, i nas samych – jako indywiduów. W codziennym zabieganiu związanym z zarabianiem na kredyty i podatki, rzadko mamy czas by przystanąć i się zastanowić nad tym w jakich realiach chcielibyśmy żyć. Już sam ten fakt – braku czasu na analizę – jest znamienny i każe nam przypuszczać, że coś jest „nie tak”. Dlaczego? Bo „normalnie” analizujemy ważne dla nas sprawy: wyjazd na wczasy (koszty, warunki, gastronomia, pogoda, rozrywka), zakup domu (warunki kredytowe, lokalizacja, dostęp do usług, szkoły, sklepy, koszty czynszu), wymiana samochodu (opinie od danej marce i modelu, spalanie, koszty części i napraw, eksploatacja), itp., itd. A Państwo? „Cóż jest jak jest – trudno”. Ale przecież wcale tak nie musi być! Tak samo jak nie muszę dawać wiary sprzedawcy samochodów, że tym VW jeździł dziadek i to tylko do kościoła tak samo nie ma powodu by godzić się na to, że musi być właśnie tak jak jest.

Analiza. Dla porządku powinna się znaleźć, ale zasadniczo „pies jaki jest – każdy widzi”. Afery, korupcja, niegospodarność, niedotrzymywanie obietnic. Najdroższe stadiony, najdroższe autostrady, niewydolna służba zdrowia, brak bezpieczeństwa emerytalnego, rosnące bezrobocie, gigantyczny wzrost zadłużenia, mnóstwo prawnych bubli (pełne ręce roboty dla TK). Edukacja – a właściwie jej zupełna atrofia – nadprodukcja magistrów, dewaluacja wykształcenia, brak możliwości rozwoju, brak klimatu dla innowacyjności, zaprzepaszczenie wielu szans związanych z nowymi technologiami (błękitny laser, grafen), ucieczka „mózgów”. A infrastruktura? Jaka infrastruktura? Dziurawe drogi, co rok zaskakująca zima, podróż koleją z szybkością bryczki? Nie ma infrastruktury! Inaczej mówiąc – gdyby jakakolwiek prywatna firma była zarządzana tak jak Państwo Polskie – władze (zarząd, rada nadzorcza) zostały by pogonione przez właścicieli „gdzie pieprz rośnie” (w najbardziej łagodnym scenariuszu). Żeby się nie rozpisywać o rzeczach, z których każdy Obywatel zdaje sobie sprawę – wystarczy spointować następującą sentencją – „konia z rzędem temu kto znajdzie coś co działa jak należy”.

Utopia. Każda epoka miała swoje utopie. Ludzie nie bali się kwestionować zastanego stanu i starali się opracowywać coraz to skuteczniejsze rozwiązania. Niestety, w pewnym momencie uznaliśmy (jako „cywilizacja Zachodu”), że nic lepszego nas już spotkać nie może – że to co mamy teraz to najlepsza z możliwości. Przestaliśmy marzyć i zaczęliśmy napawać się naszym życiem – życiem na kredyt. Doszliśmy do wniosku, że nie trzeba zostawiać naszym dzieciom i wnukom niczego więcej poza długami. Niech wiedzą, że nam żyło się lepiej. I niech za to płacą. Genialne! A co jeśli nasze dzieci i wnuki nie podzielą naszego entuzjazmu? „A kogo to obchodzi? Nas już nie będzie!”. No dobra, nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem, że pomysł życia na kredyt przyszłych pokoleń jest genialny w swej prostocie, ale…. No właśnie „coś tu śmierdzi”. Czy na pewno nie można tak zorganizować Państwa by poza dostarczaniem wartości w teraźniejszości (tu i teraz) budowało również wartość na przyszłość? Jakoś przez tysiące lat się to udawało! Okej, ktoś powie, że dzięki niewolnikom – faktycznie, ale czy dzisiejszy człowiek, „bardzo niska klasa średnia”, jakoś różni się od niewolnika. Zobaczmy. Niewolnik charakteryzował się tym, że miał ściśle określony plan rozwoju. Rodził się. Nabywał umiejętności koniecznych do wytwarzania dóbr dla swojego pana. Pracował, wytwarzając „PKB” swojemu panu w zamian za: wikt, opierunek, opiekę medyczną, dostęp do podstawowych rozrywek. Tak, tak – pan dbał o swoich niewolników! Musiał – bo to były jego „środki produkcji”, inwestował w nich by mieć z nich zysk, musiał więc się o nich troszczyć by jak najdłużej mógł czerpać z nich pożytki. Kiedy nie mógł już pracować, a był jeszcze wystarczająco silny („na chodzie”) przekazywał swoją wiedzę i doświadczenie młodym, niedoświadczonym niewolnikom. A potem sobie umierał. Brzmi znajomo? Jedyna różnica jest taka, że „starożytni” niewolnicy wypracowywali wartość dla przyszłych pokoleń panów, a dzisiejsi produkują mniej niż panowie konsumują – stąd długi.

No dobra – dość tej historii. Pomówmy o marzeniach. Wyobraźmy sobie kraj, który jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Państwo prawa, w którym wszyscy obywatele, bez względu na status, majątek, sprawowane urzędy – są wobec prawa równi. Kraj, w którym władza sądownicza jest niezależna od ustawodawczej i wykonawczej, a sędziowie wydają suwerenne wyroki, w zgodzie z prawdą materialną i stanem faktycznym. Kraj, w którym oskarżony jest niewinny dopóki nie udowodni mu się winy. Kraj, w którym najwyższą władzę sprawuje Naród. Kraj gwarantujący swobody gospodarcze, wolność słowa, ochronę i poszanowanie własności prywatnej. Kraj, w którym rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, a wychowanie dziecka powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka. Kraj gwarantujący nienaruszalność mieszkania oraz ochronę tajemnicy komunikowania się. Kraj, w którym każdy miałby prawo głoszenia swoich poglądów. Ehhh, piękne, a wiecie co jest najdziwniejsze? To, że my w takim kraju ŻYJEMY!! – jeśli nie wierzycie przeczytajcie sobie obowiązującą w tej chwili Konstytucję. Co więc nie działa? Dlaczego te piękne słowa i wspaniałe deklaracje nie mają przełożenia, na „szarą rzeczywistość”. Dlaczego są wśród nas równi i równiejsi? Dlaczego przed urzędami należy udowadniać swą niewinność? Dlaczego nie ma nawet cienia swobód gospodarczych, a każda nowo-powstająca firma z powodu przeszkód proceduralnych jest z góry skazana na porażkę? Dlaczego rząd zdecydował by nasze dzieci szły do szkoły o rok wcześniej, bez względu na psychologiczne i społeczne konsekwencje? Dlaczego rząd olał milion obywateli, którzy złożyli projekt referendum w sprawie owego wcześniejszego puszczania dzieci do szkoły? Dlaczego każdy każdego podsłuchuje, a rząd musi tworzyć tysiące miejsc pracy dla urzędników, którzy muszą później te wszystkie podsłuchy analizować? Dlaczego każdy może głosić swoje poglądy jedynie w przypadku kiedy są to poglądy „politycznie poprawne”? Co poszło nie tak? Gdzie zbłądziliśmy? To pytanie do historyków. Ja bym chciał popatrzeć w przyszłość i zapytać – „jak to teraz naprawimy?”.

START UP. Zdiagnozowaliśmy potrzeby Klienta (Obywatela). Stworzyliśmy zarys produktu (narzędzia do naprawy). A więc czas na przekonanie Inwestorów (tak się składa, że to również Obywatele) – w kolejnych wpisach przedstawię katalog „narzędzi”, ale dziś krok najważniejszy – zmiana ordynacji wyborczej. Ta co jest teraz (głosowanie na listę) powoduje, że nasz głos jest niewiele warty – bo do Sejmu i tak dostają się „ci co mają” a nie ci na których głosowaliśmy. PO obiecywało w 2005, że to zmieni, ale zamiast zmienić – zmieliło. Nie będę dublował tego co mądrzejsi ode mnie opisali – więc odsyłam na stronę www.zmieleni.pl – i zachęcam do działania. Jeśli chcesz by coś się zmieniło – wstań i zacznij zmieniać! – nie ma innej możliwości. Nic nie dzieje się samo.

 

ZADANIE NA DZIŚ. Zbierz 10 podpisów pod petycją wprowadzenia JOW – http://zmieleni.pl/wp-content/uploads/2012/11/2012-Wz%C3%B3r-wykazu-obywateli-10.pdf – użyj FB, G+, maila, komunikatora, telefonu, albo po prostu wyjdź z domu i przejdź się po rodzinie i znajomych. Zamiast siedzieć i narzekać, że nic się nie da zrobić – poświęć kilkadziesiąt minut swojego czasu – to niewielka cena za realizację marzeń.

Categories: polityka

Leave us a reply

Comments (0)

to-top