2 Sty

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU – uwagi praktyczne

(1)

Chociaż, z fizycznego punktu widzenia zasadniczo nic się nie zmieniło, to z perspektywy psychologicznej kilkadziesiąt godzin temu stało się coś wyjątkowo ważnego. Nastał Nowy Rok. Oczywiście nowy rok to tylko konwencja, umowa, i choć dosyć popularna to nie powszechna. Wiele kultur ma swoją własną rachubę lat i swój własny punkt w czasie kiedy następuje zmiana jednego roku w drugi. Niemniej jednak każda taka zmiana ma ogromne konotacje psychologiczne. Być może to właśnie dlatego przy okazji tej zmiany ludzie na całym świecie życzą sobie:

Szczęśliwego Nowego Roku, Spełnienia Marzeń i Realizacji Planów…

Ja oczywiście, rzecz jasna, Wszystkim Wam, również tego życzę, a przy okazji, chciałbym się podzielić kilkoma spostrzeżeniami i uwagami odnośnie tego by te Plany i Marzenia miały większą szansę Spełnienia.

Cele. To nie jest tak, że życie musi mieć konkretny cel. Nie musi. Życie przecież samo z siebie jest równocześnie i środkiem i celem. Jestem więc przeciwny temu by wytyczać sobie „na siłę” jakiś „wielki cel”. Jak ktoś bardzo chce to nie ma sprawy, ale jak nie – to nie ma w tym nic złego. Radość z tego, że wstało słońce, z tego że można oddychać świeżym powietrzem (to akurat rzadka okoliczność), czy po prostu z tego, że pije się pyszną herbatę – jest sama w sobie ogromnym celem. No dobra, ale czasami zdarza się, że musimy (?) osiągnąć coś konkretnego – zdać egzamin na prawo jazdy, schudnąć, rzucić palenie, wybrać się w podróż w upragnione miejsce, podszkolić angielski, etc. Wtedy trzeba ten cel po prostu – jasno określić, sprecyzować. Weźmy najpopularniejszy cel – schudnąć. Czy wystarczy, że schudnę 50 gramów?, albo pół kilo? Jeśli tak to nie mam żadnego problemu i lepiej darować sobie temat. Ale może mam 50 kg nadwagi? Czy można schudnąć 50 kg w ciągu roku? Nawet jeśli, to będzie to bardzo trudne. A 12 kg?! Dużo prościej, to raptem 1 kg miesięcznie, czyli 33,33 grama dziennie! To mniej więcej tyle ile ważą 4 łyżki zupy! CEL MUSI BYĆ REALNY! To najważniejsza zasada 🙂

Analiza. Okej, ustaliliśmy realny cel. Tak nam się przynajmniej wydaje. Mamy kopa by działać. No to działajmy. Mądrze! Sprawdźmy czy osiągnięcie takiego celu jest realne i przeanalizujmy krok po kroku co musi się stać by ten cel osiągnąć. Pozostając przy odchudzaniu, w pierwszym korku musimy ustalić czy my aby przypadkiem nadal nie tyjemy – co jest wielce prawdopodobne. Tu, jak zwykle, z pomocą przyjdzie nam matematyka. Ile potrzebujemy kalorii? Można to sprawdzić w tabelach (wiek, tryb życia, płeć). A ile przyjmujemy? Jeśli więcej niż potrzebujemy – nie dziwne, że tyjemy. W drugim kroku musimy więc zmienić naszą dietę. Nie musimy stosować żadnych „cud diet”, które tylko ściągną z nas odpowiedzialność za odchudzanie, wystarczy że obniżymy ilość przyjmowanych kalorii. Najlepiej poniżej tego co potrzebujemy. Ile poniżej? 1 kg tłuszczu to zmagazynowane 9000 kcal. Dzieląc to na 30 dni otrzymamy 300 kcal/dziennie – czyli niewiele! O tyle mniej dziennie musimy jeść by w ciągu miesiąca stracić 1 kg. To wciąż prosta kalkulacja. Jeśli jednak uznamy, że to zbyt trudne, zawsze można zwiększyć zapotrzebowanie. Musimy ustalić co będzie prostsze – zwiększenie wydatków (więcej ruchu, bieganie, siłownia, basen, etc.), czy redukcja kosztów (mniejsze porcje, rezygnacja z deserów, zakaz podjadania, etc.). Najlepiej wprowadzić jedno i drugie :). Tu również ZAŁOŻENIA MUSZĄ BYĆ REALNE! Jeśli już podczas analizy wiem, że nie zrezygnuję z codziennego pączka, nie ma sensu czynić takiego założenia.

Plan. Wiesz już jaki masz cel – być może po analizie, trochę go skorygowałeś – i bardzo dobrze, o to chodziło. Wiesz także jak go osiągnąć. Pora to zebrać „do kupy”. Rok to 365 dni, 12 miesięcy, 52 tygodnie. Jeśli masz osiągnąć cel. Zaplanuj każdy dzień, tydzień, miesiąc. Co zrobię dziś, co zrobię jutro, co będę powtarzał codziennie. Małe kroczki. Jeśli rzucasz palenie – zaplanuj, że nie będziesz palił jeden dzień! TYLKO JEDEN DZIEŃ! Łatwizna. Tyle możesz dla siebie zrobić. Wiesz, że dasz radę. A co zrobisz następnego dnia? No cóż, możesz powtórzyć procedurę. Co to jest jeden dzień?! Łatwizna. A po roku okaże się, że po prostu 365 razy zrealizowałeś banalny cel jakim jest niepalenie przez jeden dzień. Pamiętaj żeby nic nie robić wbrew sobie! Jeśli nie przekonasz samego siebie że możesz schudnąć, albo że możesz rzucić palenie to nawet tego nie zaczynaj! – wiadomo, że Ci się nie uda. A jeśli będziesz przekonany, tak na 100%, że właśnie tego chcesz, że taki właśnie jest Twój plan – masz szanse :). Plan pomoże Ci tą szansę wykorzystać. Nie będziesz działał po omacku, będziesz wiedział co Cię czeka, jakie masz opcje – będziesz miał kontrolę. Bez planu to można sobie poleżeć na łące i liczyć chmury.

Działanie. Nie ma SPRÓBUJE! Działasz albo nie działasz – nie próbujesz! Jeśli Twój mózg ma Ci pomóc w realizacji celu – MUSISZ być przekonany, że jesteś w stanie go zrealizować. Jeśli Ty będziesz przekonany, Twój mózg również z czasem w to uwierzy i pomoże Ci w realizacji Twojego celu. Zacznij działać. Nawet jeśli masz świadomość, że „to jeszcze nie to”, że „mógłbyś coś poprawić”. Nie czekaj. Działaj. To wystarczy. „Skończę tylko tą paczkę i nie palę” – buahahahahahhaahahah, koń by się uśmiał. Jeśli masz nie palić jeden dzień – nie musisz „kończyć paczki”. Paczce nic się nie stanie jak będzie napoczęta! A jeśli pojutrze będziesz chciał zapalić – paczkę będziesz miał już pod ręką i nie będziesz musiał kupować nowej. Pamiętaj – rzucasz palenie nie dlatego, że ktoś Ci kazał, że są takie wytyczne, że tak wypada – rzucasz bo Ty tego chcesz. Obecność napoczętej paczki nie będzie miała dla Ciebie żadnego znaczenia. Podobnie z odchudzaniem. To że tuż obok Ciebie leży pyszny tort czekoladowy nie oznacza, że musisz go pożreć! Nie musisz! Dziś masz dzień bez słodyczy. Słodycze jesz za 5 dni. Wtedy sobie zjesz kawałek tego tortu. Kawałek smakuje tak samo jak całość. Jest tak samo pyszny. Nie musisz zeżreć całego toru by cieszyć się jego smakiem. Możesz delektować się jedynie kawałkiem! Tak samo jak nie musisz wypić całej wody jaka jest w kranie jeśli jesteś spragniony. Wystarczy szklanka, lub dwie. Przecież jak kiedyś znów będziesz spragniony to znów się napijesz. Nie musisz „pić na zapas” – tak samo nie musisz pożerać na zapas tortów.

Kontroling. Wyznaczanie „check-pointów” to dobry pomysł. Poprawia kontrolę nad realizacją celu. Zakładając, że po miesiącu miałeś mieć 30 dni bez papierosa, możesz sprawdzić jak Ci idzie. Jeśli w tym czasie takich dni było 15 to i tak sukces! Wcześniej (w poprzednim roku) paliłeś w każdym dniu! Naciesz się tym sukcesem, a kiedy ochłoniesz zastanów się co zrobić żeby w następnym miesiącu tych dni był więcej. Może zamiast „umawiać się z samym sobą” na jeden dzień – umów się na dwa dni, albo na tydzień? „Tydzień bez papierosa” – to bardzo dużo, dam radę?, jestem już na tyle silny? No niby dużo, ale przecież nie paliłem 15 dni, a 15 dni to ponad dwa tygodnie!, więc co to jest „jeden tydzień”?!, bez jaj, jasne, że dam radę!. Kontroling nie jest po to byś się dołował, tylko po to byś się motywował. Nie gań się, jeśli Ci nie idzie tak jak planowałeś. Samobiczowanie nic nie da! Wykorzystaj ten feedback by poprawić swój plan. Może był zbyt ambitny? Może powinieneś zrewidować swoje cele. Jeśli po 6 miesiącach, zamiast 6 kg schudłeś 3 kg to nie jest to tragedia! Po pierwsze przestałeś tyć – więc samo to jest ogromnym sukcesem, po drugie pracujesz nad sobą – uczysz się swojego organizmu – to też jest nie do przecenienia, a po trzecie SCHUDŁEŚ! Tak, schudłeś 3kg! A więc się da! Teraz trzeba wyciągnąć wnioski. Co mogę poprawić. Może jednak zrezygnować z tych pączków – i zamiast je jeść codziennie, jeść co drugi dzień?

Nagroda. Uznanie otoczenia, podziw bliskich – to wszystko jest bardzo ważne. Ale największą nagrodą będzie – jak za rok, za 364 dni 🙂 – powiesz sam do siebie – „udało mi się, zasłużyłem na tą lampkę szampana, za rok zasłużę na całą butelkę”.

Czego Wam wszystkim z całego serca życzę!

Categories: psychologia
Tagi:

Leave us a reply

Comments (1)

to-top