to już dwa lata!

motywacjaDokładnie dwa lata temu, 22.11.2012 wystartował mój blog, wpisem o samozatrudnieniu. Starałem się w nim obalić mit tego, że samozatrudnienie jest tańsze – jak się policzy wszystkie koszty uczciwie – nie jest! Ale samozatrudnieni rzadko zdają sobie z tego sprawę.

Dziś, dwa lata później, zastanawiam się nad tym czy samozatrudnienie, w szczególności w Polsce nie jest bardziej pułapką niż szansą. Zyskuje się wprawdzie pewną samodzielność i swobodę, ale z drugiej strony bierze się na siebie całkiem sporo zupełnie nowych obowiązków, które delikatnie licząc, zajmują około 30% czasu – mówię tu o samej obsłudze firmy. Papierki, biurokracja, śledzenie zmian w prawie, reagowanie – to wszystko potrafi odebrać ochotę do rozwoju i działania. Dlatego, mając już pewne doświadczenie w kreowaniu „hubów”, coraz bardziej skłaniam się do modelu współzatrudnienia. Na równych zasadach – bez relacji skośnej przełożony-podwładny – jako do sensownej alternatywy do standardowego zatrudnienia. Oczywiście wszystko co powiedziałem do tej pory podtrzymuje – to nie jest tak, że samo-, czy współ-zatrudnienie jest lepsze od etatu. Nie jest! Jest inne, i z całą pewnością dla pewnych ludzi po prostu wygodniejsze, bardziej spasowane z ich konstrukcją psychiczną. Z całą pewnością, kolejne wpisy będę poświęcał właśnie tym zagadnieniom, moim obserwacjom i spostrzeżeniom. Was prosząc o komentarze i dyskusje.

Pomijając jednak wszelkie aspekty prawne i logistyczne jakiejkolwiek formy zatrudnienia, to co jawi się mi się jako najważniejsze to motywacja. Czy to do pracy na etacie, czy do pracy na swoim, czy do pracy w swojej spółce wraz z innymi podobnymi do siebie ludźmi. Zawsze kluczowa będzie motywacja do tego by robić to co konieczne, choć czasem nudne, na drodze do własnego rozwoju. Bo tak postrzegam pracę. i wydaje mi się, że tak jest łatwiej. Łatwiej jest kierować się motywacją wewnętrzną na przykład płynącą z potrzeby własnego rozwoju, niż motywacją zewnętrzną, która pochodzi od niezależnych od nas źródeł. Jasne, że fajnie jest być pochwalonym przez szefa, szczególnie przez takiego, którego darzy się szacunkiem i uznaniem. Ale co z sytuacją kiedy nasz szef nie ma tych przymiotów, a jego oceny mają charakter losowy? Czy w takiej sytuacji należy się poddać i rezygnować? Jeśli ma się wystarczającą motywację wewnętrzną nie trzeba tego robić w emocjach – można kierować się rozumem – co prawie zawsze jest znacznie bardziej opłacalne.

Również w przypadku pracy „na swoim” owa motywacja wewnętrzna ma tą przewagę nad zewnętrzną, że daje siłę i pewność płynącą ze stabilności. Bowiem dzięki motywacji wewnętrznej żadna przeszkoda nie jest postrzegana w kategoriach porażki tylko wyzwania. Nie mamy klientów – super! – musimy się dowiedzieć dlaczego i wymyślić sposób by to zmienić. Nasz produkt nie działa tak jak tego chcieliśmy – wspaniale! – może da się tak zrobić by działał jeszcze lepiej! Rząd obłożył nas kolejnym podatkiem – wyśmienicie! – przynajmniej mamy kolejny sygnał by przenieść firmę do UK. I tak dalej, i tak dalej…

Nigdy więc nie opowiadajcie sobie bullshit story o tym, że nie dacie rady, tylko cały czas patrzcie na swoją pracę jak na wciągający film z niespodziewanymi zwrotami akcji, w którym to Wy jesteście głównym bohaterem :).

Na zakończenie tego wspominkowego wpisu, chciałbym bardzo podziękować mojemu Przyjacielowi – Grzegorzowi Serwinowi – który od samego początku odpowiada za techniczną stronę tego bloga i który jest tak zajebiście zorganizowanym człowiekiem, że potrafi zawsze wszystko zrobić na czas a nawet szybciej. Jeśli czytacie mój blog i chcecie cokolwiek zrobić w Internecie co zahacza o technologie webowe piszcie do niego – a na pewno dostaniecie więcej niż oczekujecie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *