10 Mar

„UBEZPIECZENIE” CHOROBOWE – wstęp do dyskusji

(0)

Czym byłoby dobre ubezpieczenie chorobowe? Musiałoby zabezpieczać interesy dwóch stron: pracownika i pracodawcy. Pracownik w czasie choroby powinien mieć zabezpieczone świadczenie pieniężne umożliwiające mu normalną egzystencję, natomiast pracodawca środki przeznaczone na chorującego pracownika powinien móc wydatkować na organizowanie zastępstwa. Ideał? Raczej nie – to tylko „normalne zasady”.

A jak jest dzisiaj? Pracodawca co miesiąc odprowadza składkę ubezpieczenia chorobowego za każdego swojego pracownika w wysokości 2,45% wymiaru podstawy, czyli dla przeciętnego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw tj. 3 781,00 zł jest to 92,63 zł. Warto zaznaczyć, że płaci to z tzw. „ZUSu pracownika”. Przy takiej stawce, rocznie „uzbiera nam się kwota” w wysokości 1 111,56 zł – jeśli założymy, że średnio pracownik choruje 14 dni w roku to ta kwota będzie stanowiła niemalże dokładnie 80% zasadniczego wynagrodzenia netto dla tego pracownika za te 14 dni. Czyli wszystko wygląda „dosyć logicznie” – niestety z jednym „małym wyjątkiem” – otóż za pierwsze 33 dni zwolnienia chorobowego w danym roku kalendarzowym i te owe 80% wynagrodzenia netto płaci pracodawca! A więc, przeciętny pracownik nigdy nie wykorzysta gromadzonych środków, a pracodawca nie dość, że na owe 33 dni musi zagwarantować firmie zastępstwo tak by nie trzeba było odwoływać kontraktów, lub płacić kar a opóźnienia, to jeszcze z własnych środków musi wyasygnować owe 80% wynagrodzenia netto za 33 dni (choć opłaca „ubezpieczenie” na taką ewentualność!). Komentarz do tej sytuacji pozostawię Czytelnikom, a poniżej zaproponuję pod dyskusję inne, w mojej ocenie bardziej logiczne rozwiązanie.

Otóż, pozostając w przykładzie pracownika zarabiającego 3 781,00 zł brutto (średnia), wystarczyłoby żeby: po pierwsze zostawić te 92,63 zł do dyspozycji pracownika co dałoby mu wypłatę netto („na rękę”) na poziomie 2 793,62 zł (zamiast 2 700,99 zł), a po drugie ściągnąć z pracodawcy obowiązek wypłaty chorobowego przez pierwsze 33 dni. Czyli w momencie kiedy pracownik choruje „musi sobie radzić sam”, natomiast pracodawca ma stałą przewidywalną pozycję w budżecie związaną z danym stanowiskiem – i wypłaca środki albo temu pracownikowi, albo jego zastępcy w okresie choroby tego pierwszego.

Żeby obraz stał się pełny należy jeszcze tylko wyjaśnić pojęcie „samego sobie radzenia”. W naszej mentalności pokutuje socjalny pogląd, że pracownik jest swego rodzaju „ofiarą losu”, o którą pracodawca musi (przymus administracyjny!) się troszczyć niczym dyrektor zakładu karnego o swoich pensjonariuszy. Załóżmy przez moment, że jest trochę inaczej i pracownik jest inteligentnym, mądrym i zaradnym życiowo człowiekiem. Przy takim założeniu oczywistym się stanie, że będzie się starał zabezpieczyć sobie byt na okres choroby. W skrajnym przypadku wystarczy, że owe 92,63 zł miesięcznie odłoży do skarpety a na wypadek 14 dni absencji chorobowej (średni okres trwania choroby) będzie miał tyle co otrzymał by od swojego pracodawcy. Ale to przecież nie jedyna możliwość! System „skarpetowy” ma bowiem jedną istotną wadę – w przypadku gdy ilość dni chorobowych jest mniejsza w skali roku niż 14 dni pracownik ma „zysk”, ale jeśli pochoruje dłużej niż 14 dni wtedy ma „stratę”. Tak więc kolejną możliwość stwarza nam prywatne ubezpieczenie na wolnym roku. Po stosownej zmianie prawa firmy ubezpieczeniowe będą miały nową niszę do zagospodarowania, co zaowocuje zróżnicowaną ofertą dostosowaną do potrzeb i możliwości poszczególnych pracowników. Najsensowniejszym rozwiązaniem byłoby dostosowanie wysokości stawki do tego jak pracownik będzie dbał o zdrowie – im bardziej będzie dbał tym rzadziej będzie chorował i tym więcej pieniędzy zostanie mu w kieszeni na wypadek dłuższej choroby, która siłą rzeczy będzie mniej prawdopodobna u osoby dbającej o zdrowej. W ten sposób, niejako „przy okazji” rozwiąże nam się problem promocji zdrowego trybu życia – dzięki motywacji finansowej :). Również ZUS będzie mógł sporo oszczędzić – raz na obsłudze procesu rozliczania i wypłacania świadczeń, a dwa na utrzymywaniu rozbudowanej sieci lekarzy orzeczników.

Dziękuję za uwagę i zapraszam Wszystkich do dyskusji.

 

Categories: firma

Leave us a reply

Comments (0)

to-top