28 Gru

Wielkie larum o kasy fiskalne

(0)

Już 01.01.2015 wejdzie w życie przepis na mocy, którego między innymi każdy mechanik czy lekarz dentysta będzie musiał (bez względu na uzyskiwane obroty) wyposażyć się w kasę fiskalną. Pomijając aspekt czysto fiskalny (jak wiecie, stoję na stanowisku, że w Polsce aparat fiskalny jest bardzo opresyjny), kasa fiskalna jak i dalej – realne rozliczanie się z przychodów jest po prostu – opłacalne! Nie wierzysz? – to poświęć pięć minut i przeczytaj ten wpis.

Wielkie larum dotyczy przede wszystkim tych maluczkich. Jak oni sobie poradzą, jak już teraz ledwo wiążą koniec z końcem?! No to popatrzmy.

przykład 1 – mały warsztat samochodowy – pan Zdzisek ma w garażu kanał, i mnóstwo zgromadzonego specjalistycznego sprzętu; nie jest już pierwszej młodości, więc spędza przy samochodzie góra 4 godziny dziennie – na więcej nie ma po prostu sił; ma emeryturę, więc to co zarobi to takie jego „kieszonkowe”; kiedyś myślał o tym by zatrudnić pracownika, ale szybko przestał o tym myśleć – zusy, podatki, zwariować można; nie ma zbyt dużo klientów – bo mało kto chce czekać tydzień jak pan Zdzisek upora się z usterką; raczej po znajomości („marketing szeptany”), jak ktoś ma drugie auto to mu się nie spieszy, albo innym emerytom robi – taki serwis od niedzieli do niedzieli; pan Zdzisek narzeka, że praca ciężka i niewdzięczna, i gdyby nie to że to jego hobby to by to rzucił w cholerę bo tylko do tego dokłada – narzędzia trzeba kupować, prąd, ogrzewanie – to wszystko kosztuje!;

przykład 2 – gabinet stomatologiczny – pani Kasia jest doktorem medycyny o specjalności stomatologia; nie tylko ukończyła studia medyczne i zdobyła tytuł lekarza dentysty, ale także specjalizuje się i właśnie obroniła prace doktorską; za studia płacili rodzice, którzy także ją w tym czasie utrzymywali, zapożyczając się w przeróżnych instytucjach; ale Kasia radzi sobie całkiem dobrze, ma męża ginekologa, który też świetnie zarabia; nie mają dzieci – mogą się oddać swojej pracy i swoim pasjom; pani Kasia za pieniądze z UE wyposażyła i wykończyła gabinet – przyjmuje w nim 2 dni w tygodniu po 4 godziny, czasem dłużej – „do nocy” jak akurat ma pacjentów; poza gabinetem pracuje jeszcze w różnych innych miejscach w tym przede wszystkim w dużej klinice stomatologicznej – normalnie – „na etat”; poza stomatologią i studiowaniem ma także inne pasje pomiędzy które dzieli swój czas, ale jej gabinet jest czynny 8 godzin w tygodniu, a tu trzeba opłacić czynsz, media, spłacić raty leasingowe, itp – no nic „studnia bez dna” – dobrze, że pracuje w tej klinice bo inaczej to chyba musiałaby się zapożyczać;

przykład 3 – zakład wulkanizacyjny – prowadzi go pan Piotrek – młody rezolutny biznesmen; kiedyś pracował w namiocie pod hipermarketem, ale w końcu znalazł fajny lokal, wyremontował go za pożyczki od rodziny, przeniósł tam swój sprzęt i wymienia ludziom koła i opony; w sezonie dorabia sobie u niego brat szwagra, który jeszcze się uczy; poza sezonem pan Piotrek głównie przegląda Internet oczekując na klientów; na reklamę go nie stać – z resztą wychodzi z założenia, że to tylko niepotrzebnie wyrzucane pieniądze; kiedyś myślał o prawdziwym wielofunkcyjnym warsztacie, w którym nie tylko świadczy się usługi wulkanizacyjne ale całe spektrum usług – naprawy, gaz LPG, blacharstwo, przeglądy – po prostu wszystko w jednym miejscu – klient nie musi jeździć po całym mieście – tylko ma wszystko pod nosem; ale zarzucił te myśli – „bo skąd na to wszystko wziąć pieniądze”;

przykład 4 – pani Krysia i jej zakład kosmetyczny – ukończona szkoła za pieniądze rodziców, zakupiony sprzęt na kredyt, wyremontowany przez chłopaka i jego kolegów lokal – spełnienie marzeń; pracuje po 14 godzin na dobę; to znaczy siedzi w lokalu i czeka  na klientki; niestety jak pech to pech – jak nie ma to pół dnia a potem naraz po kilka schodzi – odsyła je do przyjaciółki, która ma nieopodal swój lokal, a przyjaciółka robi dla niej to samo; dobrze, że przynajmniej chłopak pani Krysi ma dobrą pracę i może sponsorować zakład kosmetyczny;

Czy dostrzegasz już Drogi Czytelniku schemat? To nie kasa fiskalna albo jej brak jest problemem. Problem jest „praca w pojedynkę” w branżach gdzie przy sporych kosztach stałych (czynsz, media, serwis urządzeń) oraz dużych nakładach inwestycyjnych (narzędzia, wyposażenie) taka praca nie ma żadnego biznesowego sensu. Popatrzmy.

ad 1 – gdyby pan Zdzisek znalazł podobnych sobie mechaników, mogli by założyć spółkę z o.o., która wynajęła by (po rynkowych stawkach) warsztat od p. Zdziska; narzędzia zostały by wniesione aportem a następnie wyleasingowane by uwolnić gotówkę, która mogłaby zostać zainwestowana w rozwój oraz reklamę; warsztat działał by 24/7 realizując naprawy ekspresowo, a udziałowcy (w tym pan Zdsisek) otrzymywali by wynagrodzenie za rzeczywiście wykonaną pracę + dywidendę od zysku całej spółki, dodatkowo p. Zdzisiek otrzymywał by także pieniądze z najmu warsztatu spółce; klienci byliby zadowoleni bo nie musieliby czekać aż p. Zdzisek znajdzie siły i czas do naprawy, a on sam nadal mógłby pracować tylko tyle na ile pozwalałoby mu zdrowie; nie bez znaczenia byłoby budowanie marki warsztatu z dużą ilością przywiązanych i zadowolonych klientów;

ad 2 – pani Kasia ma koleżanki, które podobnie jak ona pozakładały gabinety dentystyczne, które również przez większą część tygodnia stoją puste, bo ich właścicielki pracują gdzie indziej oraz zajmują się innymi sprawami; a przecież połączenie renomy i doświadczenie 5, 6 dentystek to murowany sukces i 5, 6 razy mniejsze koszty; a zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na hobby zamiast płacić za 5, 6 lokali;

ad 3 – wulkanizacja to zabawa sezonowa (dwa razy w ciągu roku) – ale zdobytych, przy okazji wymiany opon, klientów można zagospodarować na innych polach; warsztat pod wymianę opon można łatwo (niskim nakładem kosztów) przerobić na taki bardziej uniwersalny do mechaniki, blacharstwa, lpg a nawet diagnostyki; zbudowanie marzenia pana Piotrka to nie kwestia pieniędzy – tylko ludzi! – jeśli pan Piotrek znalazłby jeszcze 5 osób z doświadczeniem, kompetencjami i kwalifikacjami to wspólne otwarcie „multi-zakładu” nie byłoby już wielkim problem;

ad 4 – chyba już wiecie co powiem i dlaczego 🙂

A teraz z powrotem do tych kas fiskalnych. Kiedy nie fiskalizujemy przychodu to nie mamy od czego odliczyć sobie kosztów! Niby to oczywiste, ale czasem mam wrażenie, że nie wszyscy to rozumieją. Jeśli płacę miesięcznie 5000 zł + VAT czynszu to znaczy, że mogę zarobić 6150 zł (przy stawce VAT=23%) by nie zapłacić ani grosza podatku (ani VAT, ani dochodowego). Większe przychody (zafiskalizowane) to także większa zdolność kredytowa i leasingowa, a leasing to możliwość uwolnienia gotówki włożonej w inwestycje. I to taka „sprytna”, że pozwalająca obniżać co miesiąc podatki (VAT i dochodowy) poprzez wliczanie w koszt uzyskania przychodu raty leasingowej. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy spółkę z o.o. to nasze wynagrodzenie (jeśli nadal będziemy się upierać przy tym by prowadzić biznes w pojedynkę) też wliczymy w koszt uzyskania przychodu. Nie do przecenienia jest także kwestia podejścia do klienta – paragon/faktura jest dla niego gwarantem bezpieczeństwa transakcji.

Innymi słowy – ci, którzy prowadzą prawdziwy biznes już dawno założyli sobie kasy fiskalne, a ci którzy splajtują po ich wprowadzeniu to ci, dla których paradoksalnie będzie to ratunek, bo uchroni ich to przed dalszym nakręcaniem spirali zadłużenia.

Categories: polityka

Leave us a reply

Comments (0)

to-top