24 Wrz

ZAKAZ INTERPRETACJI USTAW – czyli – czy można karać za przepisy, których nawet prawnicy nie rozumieją?

(2)

W przedostatni weekend, miałem niezwykłą przyjemność uczestniczyć w „końcowym piwku”, czyli nieformalnym spotkaniu po zakończeniu studiów podyplomowych z zakresu prawa karnego skarbowego i gospodarczego. Rozmawialiśmy o bardzo wielu, różnych rzeczach – jak to przy piwku. Jednakże jedna, wypowiedziana przez znakomitego warszawskiego Adwokata kwestia, cały czas zaprząta mój umysł. Ów Adwokat, przywołał sytuację w której jego klient pokusił się o samodzielną interpretację zapisów jednej z ustaw. Dodajmy, że ów klient wyciągnął własne wnioski. Mój Kolega, skomentował to słowami, że od interpretacji ustaw są prawnicy, którzy i tak nierzadko mają ogromne problemy ze zrozumieniem aktów prawnych, i że w związku z tym klient, dla własnego dobra, nie powinien się „w to bawić”. Uwaga ta jest zapewne jak najbardziej słuszna na gruncie praktyki. Z pewnością, niezaznajomiony z komentarzami „zwykły obywatel” nie ma najmniejszych szans na wyciągnięcie prawidłowych wniosków, a co za tym idzie na przygotowanie właściwiej linii argumentacyjnej, a w konsekwencji sam pozbawia się szans na wygranie sprawy przed Sądem. Rodzi się więc, u laika, pytanie – dla kogo jest tworzone prawo?

No właśnie? Czy to normalne, że Ustawodawca tworzy prawo tak skomplikowane, że do jego interpretacji niezbędne są najtęższe prawnicze umysły? Albo inaczej – skoro w Polsce obowiązuje kilka tysięcy różnego rodzaju aktów normatywnych – to czy uzasadniona w naszych czasach (i w naszym kraju) jest obecnie stara, rzymska paremia mówiąca, że nieznajomość prawa szkodzi? Jak można przypisać czyn sprawcy jeśli nawet adwokaci, prokuratorzy, czy nawet sędziowie nie są pewni co do tego jak powinno się interpretować dany przepis, nie wiedzą co ustawodawca „miał na myśli”? Czy mogę świadomie popełnić dany „czyn zabroniony” jeśli nie wiadomo co tak na prawdę zapis penalizujący ów czyn oznacza? A co jeśli interpretacja jest bardzo szeroka i dopiero praktyka orzecznicza uściśla jego znaczenie, konkretyzuje do określonych przypadków? A więc, w praktyce ktoś kto został skazany za dany czyn kiedy praktyka orzecznicza była jeszcze uboga mógłby nawet nie mieć postawionych zarzutów, gdyby ten sam czyn zabroniony popełnił później (acz pod rządami tej samej ustawy) kiedy praktyka skonkretyzowałaby jego interpretacje! Czy taki stan na pewno daje nam – „zwykłym obywatelom” – poczucie pewności i stabilności? Czy na pewno tak stanowione prawo jest gwarantem naszych swobód i wolności? Nie jestem przekonany! Jeśli mój Kolega ma rację opisując stan rzeczywisty – i jest tak jak mówi – że zwykły obywatel nie ma najmniejszych szans z interpretacją ustaw – to należałoby stwierdzić, że prawo dotyczy tylko prawników, a „zwykli obywatele” (przez brak odpowiedniego aparatu interpretacyjnego) są poza prawem! Inaczej mówiąc – tylko prawnicy mogą łamać prawo bo tylko oni mają możliwość jego rozumienia. Przyjmujemy, że pies (łac. Canis familiaris) nie może popełnić czynu zabronionego bo nie ma aparatu poznawczego pozwalającego mu zapoznać się z normą prawną danego czynu dotyczącą. Jeśli jednak, rzeczywiście ustawy są tak skomplikowane, to do kategorii istot podmiotowo zwolnionych z odpowiedzialności karnej musi dołączyć także „zwykły obywatel”. Logicznie rzecz biorąc nie ma innej możliwości.

Instrukcja obsługi urządzenia musi być pisana tak by osoba o przeciętnej inteligencji i dysponująca przeciętnym aparatem poznawczym mogła owo urządzenie w sposób bezpieczny i zgodny z przeznaczeniem użytkować. Dlaczego więc, prawo (jako instrukcja postępowania dla obywatela) pisane jest takim językiem, że obywatel już a priori nie ma możliwości jego zrozumienia, a co za tym idzie bezpiecznego i zgodnego z przeznaczeniem stosowania. Gdybym zakupił urządzenie z instrukcją na tyle niejednoznaczną, iż wykorzystałbym to urządzenie w taki sposób, że wyrządziłbym szkodę, to po wykazaniu, iż instrukcja nie była zrozumiała dla przeciętnej osoby, uzyskałbym od producenta odszkodowanie. To producent poniósł by więc odpowiedzialność za moje zachowanie wynikające z niejednoznacznej instrukcji. Czy, per analogiam, Skarb Państwa nie powinien ponosić odpowiedzialności za konsekwencje wszystkich czynów „zwykłych obywateli” (nie-prawników)?

Zdaję sobie sprawę, że tym wpisem nie odkrywam Ameryki. Wiem, że bardzo wielu ludzi od bardzo dawna, czuje się zagubiona w gąszczu coraz bardziej zawiłych przepisów. I rozumiem, tych wszystkich, którzy w takich okolicznościach dochodzą do wniosku, że jedynym logicznym zachowaniem jest nierobienie niczego – bowiem każda aktywność może się okazać popełnianiem czynu zabronionego. I bynajmniej nie jest to żadna demagogia a jedynie smutna konstatacja. Co więc można zrobić? To samo co z excellowskim szablonem do tworzenia budżetów na kolejny rok. Napisać od nowa! Tylko tym razem tak by „zwykły obywatel” mógł z ustaw wyczytać to o co w nich chodzi bez konieczności odwoływania się do prawników.

Categories: prawo

Leave us a reply

Comments (2)

  • freshmed.com.pl 30 Wrz

    Nieznajomość prawa szkodzi. Szkoda tylko, że nie ma takiego zapisu, iż jeżeli jest coś niezrozumiałe dla obywatela to można nie stosować tego przypisu.

    Reply
  • kszczypczyk 30 Wrz

    hehe no tak właśnie powinno być 🙂 bo równie dobrze, można zacząć pisać ustawy w suahili, albo w sanskrycie, publikować w Dzienniku Ustaw, i potem się dziwić, że „przestępca” nie ma pojęcia, że popełnił przestępstwo 🙂 – na jedno by wychodziło 🙂

    Reply
to-top